Doceniam tu i teraz

poniedziałek, 7 sierpnia 2017


Może to się wydawać śmieszne lub dziwaczne, ale zawsze, gdy wychodzę z domu, zastanawiam się, co w tym czasie robią i myślą inni. Nie widzę tych osób, np. rodziny, przyjaciół, nie mogę też cały czas z nimi rozmawiać, więc gdy mnie z nimi nie ma, a oni tylko piją kawę, czuję, że omija mnie coś ważnego. Czuję, że umyka mi czas, który mogłabym z nimi spędzić. Niby zawsze mogę spędzić ten czas z nimi później, ale później zawsze może się coś zmienić. Może uciec mi autobus, mogę zmienić plany, komuś może się odwidzieć albo wypadnie nagła sytuacja. Dlatego tak bardzo doceniam każdą chwilę spędzaną z bliskimi.


Kiedy jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym, śmialiśmy się z rodzicami, że u nas życie zaczyna się dopiero po 22. Do dzisiaj zresztą tak jest. Wszyscy zwykle są już wtedy po pracy i niezależnie od poziomu zmęczenia to wtedy wywiązują się najciekawsze dyskusje, jest najwięcej śmiechu i z jakiegoś dziwnego powodu wszyscy robią się głodni, a cały charmider przenosi się do kuchni. Potem z powrotem do salonu i czas tak potrafi zlecieć do 1 w nocy na rozmowach o całym dniu i otaczającym nas świecie. Pomyślicie sobie "Ale ona przecież już chyba nie mieszka z rodzicami". Nie mieszkam. I jest super. Ale są takie rzeczy których później zaczyna brakować.

I wiecie, nie chodzi o to, że później, po kilkudziesięciu latach ktoś odchodzi, rodzina, znajomi, ukochane zwierzęta. W życiu potrafi się zmienić tak wiele, niezależnie od nas lub z naszego wyboru. Nowa praca, przeprowadzka, powiększająca się rodzina, coraz mniej czasu i coraz więcej rzeczy odkładanych na później. Są takie rzeczy, sytuacje i sprawy, które nie uciekną, które możemy odłożyć nawet na dużo, duzo później. Ale są też takie, które łatwo mogą nas ominąć, przeminąć, nigdy się nie powtórzyć. Od niedawna mam swoją małą rodzinkę, 2+1. Ja, on i ona. Żona, mąż i córka. Rodzina. Gdy tak codziennie patrzę, jak szybko córa rośnie, jak szybko rozwija i jak wiele nowego uczy się i poznaje każdego dnia, tym bardziej do mnie dociera, że każdy dzień może być inny i nigdy się nie powtórzyć.

Jakieś 2-3 lata temu uświadomiłam sobie, że nie ma co się z niektórymi rzeczami spieszyć, wiele można zrobić przy okazji, a niektórych rzeczy nie trzeba robić wcale. Wiadomo, że jeśli się pracuje, to koniecznością jest odłożenie spraw rodzinnych na bok i skupienie się na robocie. Taki lajf. Ale po pracy już nie chcę odkładać nic na potem. Zdecydowałam się wyznawać zasadę, że drugiego takiego zachodu słońca nie będzie. Nie będzie drugiej takiej samej herbaty z rodziną, spaceru z mężem, zabawy z córką, rozmowy z bratem, pizzy ze znajomymi. Zawsze się coś zmieni. Dlatego warto celebrować obecne chwile zamiast zaprzątać sobie głowę tym, co trzeba zrobić później. Nie wyjdzie nam to na dobre, bo ani nie będziemy się cieszyć danym momentem ani przecież nie zrobimy tego, co jeszcze mamy w planach. Nie możemy być w dwóch miejscach naraz (szkoda!), ale dzięki temu łatwiej dostrzec, że każda chwila się liczy i warto skupiać się tylko na niej. Kiedyś nie mogłam sobie wyobrazić odłożenia czegoś na potem, ale od kiedy mam córkę, doceniam każdą chwilę. Takie olewanie niektórych niby ważnych rzeczy prędzej czy później wychodzi na dobre. Polecam próbować :) Gotowanie obiadu może poczekać, zakupy mogą poczekać, nawet nauka - ale ludzie nie zawsze. Doceniajmy te momenty z ludźmi i celebrujmy je, bo wszystkie są niepowtarzalne.

Zostaw komentarz:

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.