Polska

Gdzie twój minimalizm, czyli co uświadomiły mi dwie przeprowadzki

wtorek, 22 sierpnia 2017

minimalizm, przeprowadzka, co to jest minimalizm

Minimalizm od jakichś dwóch lat jest jednym z najczęściej i najmocniej wałkowanych tematów. Nie jestem w tym żadnym wyjątkiem. Od wielu lat lubię nosić się minimalistycznie, zarówno jesli chodzi o krój jak i o kolorystykę (może kiedyś powstanie o tym osobny wpis), od pewnego czasu staram się ograniczyć też ilość używanych kosmetyków (idzie mi źle). I niby wszystko jest cacy, staram się kupować i konsumować świadomie. I to wyrażenie "staram się" to chyba wręcz nadużycie, bo ostatnie przeprowadzki dały mi mocno do myślenia - nie sądziłam, że posiadam aż tyle rzeczy.

Na początku lipca dopadły mnie dwie przeprowadzki - najpierw do rodziców, bo po zalaniu wynajmowanego mieszkania musieliśmy bardzo szybko znaleźć kolejne, a następnie na nowy wynajem. Pakowaniu nie było końca. Kawalerka 33m2, dwoje dorosłych + wtedy 3 miesięczne niemowlę, a okazało się, że potrzebne były dwa przejazdy dwoma autami osobowymi wypchanymi po dach, żeby móc przewieźć wszystkie rzeczy. Ponadto jechałam z głową w wanience dziecięcej odwróconej do góry dnem - wyglądałam jak kosmita i ochoczo machałam do innych kierowców, mając ubaw z tej sytuacji. Do śmiechu przestało mi być, gdy już u rodziców zobaczyłam prawie cały pokój o powierzchni 20m2 zastawiony pudłami i workami. I wiecie co? W ogóle nie umiałam powiedzieć, co jest w większości z nich.

Przez jeden tydzień, gdy mieszkaliśmy u rodziców w ogóle nie otwierałam pudeł, korzystałam jedynie z worka z ubraniami, kosmetyczki i laptopa. Dzień przed kolejną przeprowadzką postanowiłam nieco uporządkować ten bajzel, może pozbyć się niektórych rzeczy. Dowiedziałam się na przykład, że zebrałam kilka pustych butelek po szamponach. Zauważyłam, że mam więcej masek do włosów niż używam, w dodatku opakowania były niemal nieruszone. Wyrzuciłam jeden wielki worek śmieci, na które składały się ulotki zebrane podczas spacerów w mieście, pustych opakowań po różnych pierdółkach, dziwnych przedmiotów nieznanego zastosowania, rzeczy typu "może się przydać, ale tak naprawdę nigdy nie skorzystam". Takich rzeczy gromadzi się mnóstwo, odkładam je z miejsca na miejsce, nie widać ich, a potem okazuje się, że wozimy ze sobą całkiem pokaźny stos makulatury. Kolejna sprawa, to kilkaset, jak nie kilka tysięcy stron różnych materiałów naukowych wyprodukowanych w czasie studiów. Załamywałam ręce nad tym, jak dużo rzeczy człowiek gromadzi.

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że powinniśmy posiadać tylko tyle rzeczy, by móc spakować się w jedną walizkę i to łącznie z kosmetykami, dokumentami, książkami czy rzeczami dotyczącymi naszego hobby. Nie wiem, czy powinna to być mała czy duża walizka, ale ja nie zmieściłabym się w żadną z nich. Do jednej tylko spakowałabym same swetry, a gdzie reszta ubrań? Kosmetyków? Rzeczy? A garnki? Czy garnki też się wliczają do mojego inwentarza, który powinnam być w stanie zmieścić w jednej walizce? Z przerażeniem odkryłam, że rzeczy nadal jest dużo, a za rogiem była kolejna przeprowadzka.

Kolejny dzień zero, zabawa od nowa. Tym razem zabraliśmy się na jeden raz, dużym vanem. Rzeczy po dach. 7 piętro, dobrze, że jest winda, nosimy, wozimy, znowu nosimy. Cały dzień rozpakowywania, układania. Decydujemy, że część rzeczy, których w ogóle nie używamy wywieziemy do rodziców męża, na przestronny i (jeszcze) całkiem pusty strych. Wychodzą dwa pudła.

Minęły prawie 2 miesiące od przeprowadzki, już się nawet dobrze rozgościliśmy w nowym mieszkaniu, a ja nadal mam nierozpakowane jakieś pudła. Jedno ogromne i kilka mniejszych. W tych mniejszych są kosmetyki, to wiem. Nie wiem jednak, jakie. Najwidoczniej nie są tak ważne, by ich używać. Czasem myślę, żeby po prostu te pudła wyrzucić, bez zastanawiania się, co jest w nich schowane. Przecież nie wiem, co w nich jest, to nie powinno mi byc smutno, prawda?

To wszystko uświadomiło mi, że nadal gromadzę za dużo rzeczy i pora ponownie zastanowić się nad tym, co mogę ograniczyć lub zrobić, by gromadzić mniej i kupować świadomie. Mieliście jakieś podobne sytuacje? Jesteście za minimalizmem czy właściwie nie zwracacie na ilość posiadanych rzeczy żadnej uwagi? Chętnie przeczytam o Waszych doświadczeniach :)

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. To takie ludzie, uwielbiamy gromadzić, bo może się przydać, bo mam sentyment. Ja co jakiś czas przeczesuje swój pokój i wukrzucam to, czego najpewniej już nie użyję/założę. Na szczęście coraz łatwiej przychodzi mi weryfikowanie podczas zakupów, czy dana rzecz jest mi potrzebna.
    Wera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Wera! :)

      Dziękuję za Twój komentarz. Żyjemy w takich czasach, że świadome zakupy to wręcz umiejętność, którą też trzeba ćwiczyć. A ja w końcu rzeczywiście wywaliłam jedno pudło z kosmetykami :D

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.