4 x TAK | PAŹDZIERNIK

wtorek, 7 listopada 2017

jesień, autumn, bokeh, bokeh lights, światła bokeh, herbata malinowa, polecenia października, gotowe na wszystko, sweter, mgła, the mist, desperate housewives, feedly, domowe spa, koreańska pielęgnacja, inspiracje października

Październik dosłownie przemknął mi przed nosem z prędkością światła. Gdybym miała powiedzieć, co produktywnego zrobiłam w październiku, najpierw na głowę musiałabym nałożyć sobie papierową torbę, żeby nikt nie widział, jak się palę ze wstydu, mówiąc, że kompletnie nic. W sumie to nie powód do wstydu, bo jakby nie patrzeć, mam prawie raczkujące dziecko i jest co raz więcej pracy przy nim. Jednak zakładałam sobie to i owo - jak na przykład zrobienie kilku projektów DIY czy przeczytanie Chaty Wuja Toma - a skończyło się tak, że nie wiem nawet, co robiłam i gdzie ten czas mi uciekł.


Pamiętam jednak, że w październiku chodziłam zmęczona bardziej niż zazwyczaj i wtedy, kiedy zwykle pisałabym posta (czyli, gdy dziecię śpi), wolałam odpoczywać i nawet nie ruszać palcem. Jest kilka drobnych rzeczy, które w październiku umilały mi czas wtedy, kiedy w końcu miałam chwilę czasu na relaks.

1. 30 MINUT DLA SIEBIE

Październik mnie wykończył bardziej niż inne miesiące. Mojej małej marudzie wychodziły dolne jedynki, więc słabo sypiała, a w dzień dużo piszczała z niezadowolenia. Większość czasu byłam zmęczona, a jak jest zmęczenie, jest i spa! Co prawda tylko domowe spa, ale peelingowałam się, maseczkowałam i odprężałam, gdy tylko mogłam - czyli wieczorami, gdy mąż był już po pracy. Co drugi dzień wieczorem urządząłam sobie 30-minutową chwilę dla siebie w łazience, nie przejmując się zupełnie tym, że mąż został na pastwę losu sam z dzieckiem. Byłam tak zmęczona, że kilka razy dziennie mówiłam mężowi, że mam ochotę zanurzyć się w wannie i z niej nie wychodzić, ale tak naprawdę na kąpiel z prawdziwego zdarzenia nie było czasu. Pod prysznicem robiłam więc gorącą saunę i z maseczką na twarzy peelingowałam i masowałam całe ciało zmęczone od noszenia mojej już nie takiej kruszynki. Ktoś może powiedzieć, że tak można codziennie. No cóż - nie można. 30 minut wolnego w ciągu dnia, a jak poprawiało nastrój. Polecam każdemu!

2. KOREAŃSKIE MASECZKI W PŁACHCIE

W październiku zachwyciłam się koreańskimi maseczkami. Już mniejsza o tę płachtę, ale jeśli chodzi o efekt, jest milion razy lepszy niż jakiekolwiek maseczki, które kupowałam zwykle w Rossmannie czy innych drogeriach. Odżywcza z Missha, odżywcza i nawilżająca z wyciągiem z awokado z It's Skin i antytrądzikowa z olejkiem z drzewa herbacianego również z It's Skin to moje top 3. Szkoda, że nie ma ich w jakichś większych tubkach. Kupiłabym w ciemno!

3. SERIALE: GOTOWE NA WSZYSTKO & MGŁA

Wprawdzie Mgłę oglądałam jeszcze we wrześniu, ale jest to tak świetny serial na bazie powieści Stephena Kinga, że nie mogę się tym nie podzielić tylko dlatego, że nie było to tylko w październiku. Jeśli jesteście fanami Stephena Kinga albo kręcą was produkcje w stylu Stranger Things czy po prostu lubicie thrillery i dramaty - ten serial się Wam spodoba.

Gotowe na wszystko to moje październikowe "odkrycie". Z serialami u mnie jest tak, że albo jestem sto lat za murzynami i oglądam coś, co było na topie szmat czasu temu albo oglądam to zanim zrobi się popularne (a tak było np. z The Walking Dead). W każdym razie ten serial - bomba! Myślałam sobie, że będzie pełen słodkości i perfekcyjnych pań domu żyjących jak królowe. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale cieszę się, że byłam w błędzie. Intrygi, kryminalne elementy, romantyczne niedorajdy, uzależnienia - a wszystko cały czas z odpowiednią dozą humoru. Serial jest tak świetny, że nawet mąż ze mną ogląda ;D

4. FEEDLY

Ja nie wiem, jak przy takiej ilości czytanych blogów czy innych stron mogłam nie korzystać z Feedly. Dopiero słowa Pauliny z One Little Smile w tym poście sprawiły, że zdecydowałam się w końcu zacząć korzystać z tego narzędzia. Wszystkie blogi w jednym miejscu, szybki dostęp do najświeższych postów, możliwość uporządkowania w kategorie i przede wszystkim przeglądania tylko tego, co akurat potrzebuję - kwintesencja internetowego porządku. Skończyło się zapisywanie wszystkich stron w zakładkach i zaglądanie, czy może pojawił się nowy wpis. Teraz od tego mam Feedly.

Teraz pora bardziej zmobilizować się do pisania w listopadzie. Aura nie sprzyja wychodzeniu z domu (zwłaszcza w okrytym smogiem mieście), więc liczę na to, że będę mieć dużo motywacji do pisania. Do następnego!

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Feedly? A co to? muszę sprawdzić!
    jako Mama 5-latki i 1,5 latki zupełnie Cię rozumiem - czas mija zupełnie niepostrzeżenie...
    potem ma być ponoć lepiej...czekam na to "potem";)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Feedly to narzędzie/aplikacja, gdzie możemy w jednym miejscu zgromadzić adresy wszystkich czytanych np blogów i tam zapoznawać się z najnowszymi wpisami. Nie ma potrzeby wchodzenia oddzielnie na każdego bloga i scrollowania przez długie posty :) polecam, naprawdę bardzo przydatne i szybko pozwala przeczytać to, co nas akurat zainteresuje :)

      Również pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  2. Bardzo fajnie, że dajesz sobie czas dla siebie, pomimo małego dziecka w domu. Ja dzieci nie mam, ale nie rozumiem kobiet, które nie dają sobie ani chwili wytchnienia. W końcu od tego są ojcowie, by się od czasu do czasu i bez narzekania dzieckiem zająć i dać żonie odpocząć i zadbać o siebie. Za ten zdrowy egoizm - wielkie brawa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszalałabym, gdybym nie miała chociaż 30 minut dla siebie, ale tak tylko, tylko dla siebie, jakby reszta świata nie istniała! ;)

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.