CZY JESTEM ZŁĄ MATKĄ?

czwartek, 7 grudnia 2017

mama, matka, zła matka, czy jestem dobrą matką, niemowlę, macierzyństwo


Gdzieś tam w głowie miałam zawsze zarys zasad, którymi chciałabym obdarować swoje dziecko, gdy już się zacznie to całe wychowywanie. Nie będzie jeść słodyczy, będzie się dużo ruszać, uwielbiać książki, a o smartfonie w podstawówce może pomarzyć. Chciałabym być mamą, która czyta dziecku bajkę, a nie sadza go przed telewizorem, żeby mieć chwilę na załatwienie własnych spraw, które wykraczają poza kanon moich podstawowych* potrzeb. Chciałabym być dobrą mamą. Taką, która widzi i rozumie potrzeby swojego dziecka i może i umie je spełnić. Są jednak takie momenty, kiedy, dam sobie rękę uciąć, każda mama pomyślała sobie "Co robię nie tak? Co ze mnie za matka". I ja też tak pomyślałam. 


Rzadko pytam siebie, czy na pewno robię wszystko dobrze. Zanim zostałam mamą, nie stawiałam sobie żadnych, ale to żadnych wymagań. Nie oczekiwałam, że będę wszystko robić perfekcyjnie, ale postanowiłam być najlepsza, jak tylko mogę. Cieszę się, gdy uda mi się błyskawicznie ululać córkę, Ale nie oszukujmy się - niektóre dni to porażka przez wielkie P. Przy 4 godzinach snu ciężko jest wstać i z radością powitać swoje dziecko. Dopiero głupia mina córki lub jej chowanie się pod moją matą do ćwiczeń wywołuje we mnie pokłady pozytywnych emocji. W miesiącu zawsze jest te kilka dni, kiedy mieszkanie wygląda jak po przejściu tornada: naczynia nieumyte i na dodatek nie ma już w czym jeść, pokój cały w zabawkach i ubrankach powyciąganych z szafy przez dzikie niemowlę, a krzesełko do karmienia wygląda, jakby ktoś na nie zwymiotował. Ja ledwo słaniam się na nogach, a moja już nie tak kruszynka oczekuje, że wezmę ją na ręce, potańczę z nią, pobujam, popodrzucam, wytarmoszę i wyłaskoczę. Niezadowolenie z niespełnionej prośby objawia się marudzeniem i ciągnięciem mnie za nogawkę dresów. 

Bywają dni, gdy do pracującego w drugim pokoju męża mam ochotę krzyczeć, żeby mnie wywiózł do psychiatryka, bo albo padnę ze zmęczenia albo oszaleję, bo córka na zmianę marudzi, płacze i śmieje się i bawi.

Czasem nie panuję nad tym kontrolowanym chaosem. Czasem czuję się źle, bo odmawiam dziecku czegoś, może ograniczam - bo nie mam siły, bo już mnie coś nudzi, bo ostatnią godzinę przecież stałyśmy przy oknie i oglądałyśmy samochody. I niby to wzbudza we mnie jakieś poczucie winy, czy aby na pewno moje dziecko nie będzie smutne, złe, rozżalone, chociaż to dopiero niemowlę. Ale to jest banał. Naprawdę źle poczułam się, gdy podawałam córce kolację, a ona nagle zaczęła...zasypiać. 

Niby błahostka, ale gdy twoje dziecko nagle zasypia przy jedzeniu kaszki łyżeczką, a ty wiesz, że wcześniej nie umiałaś go uspać do drzemki, czujesz jakbyś robiła swojemu dziecku największą przykrość w życiu.

Nic nigdy wcześniej nie wzbudziło we mnie takiego poczucia winy i poczucia, że coś zaniedbałam, jak to, że z braku popołudniowej drzemki, moje dziecko po prostu padło, gdy je karmiłam. Jeszcze kilka minut wcześniej miało ochotę na zabawę i doskonalenie wstawania. Marudziła i próbowałam ją położyć na drugą drzemkę, ale wciąż protestowała. Trzy próby i nic. Pewnie z braku drzemki będzie trzeba ją wcześniej położyć spać na noc, więc padła decyzja, że jemy kolację teraz. Była 16:20. Nigdy jeszcze nie widziałam mojej córki tak zmęczonej. Ledwo dawała radę jeść, ale chciała jeść, więc dałam jej z bólem serca, ile mogłam. Głodna obudziłaby się pewnie szybciej, zwłaszcza, że na obiad zjadła niewiele. Widząc jej wyraz twarzy szybko zrezygnowałam z kąpieli i przeszłam do piżamkowej interwencji. Jak zwykle do usypiania podałam pierś. Piersią pogardziła, usłyszałam tylko kilka mlaśnięć i koniec. Spała. I mogłam się cieszyć, bo zasnęła szybko, bez smoczka i nie płakała. Po prostu sobie zasnęła. Ale źle się czuję z tym, że chwilę przed drzemką pozwoliłam na odwiedziny gości, wiedząc, że może być potem problem. Na nic moja wiedza, bo z jakichś nieznanych mi powodów liczyłam, że może uda jej się zasnąć. Źle się czuję, bo może powinnam jeszcze bardziej starać się położyć ją spać na drzemkę. Pośpiewać, pokołysać, poprzytulać, przystawić do piersi jeszcze 10 razy, bo anuż się uda! Jednak jej w głowie była zabawa, a nie spanie. 

I wciąż się siebie pytam: czy jestem złą mamą? Co wtedy zrobiłam źle? Tylko czy ja cokolwiek zrobiłam źle?

Wiecie, czasami perfekcyjności oczekuje społeczeństwo. Czasami rodzina ciągle pyta, czy już przesypia noce, czy grzeczne, czy dajesz sobie radę i czy aby na pewno nie potrzebujesz pomocy.  Przez takie wymagania bycia idealną matką, która wszystko dostrzeże, na wszystko zareaguje, wszystkiemu zapobiegnie, nawet najdrobniejsze błędy sprawiają, że same spychamy siebie z piedestału najzwyczajniej dobrej, kochającej mamy. A ja przecież chciałabym być dobrą matką. Tylko kurczę, przecież już nią jestem! Bo staram się reagować na to, czego potrzebuje moje dziecko. A że czasem trochę nie wychodzi? Cóż, z dzieckiem czasem jak z pieczeniem najprostszego ciasta. Niby robisz to po raz setny, niby zawsze wychodzi, ale za którymś tam razem coś, nie wiadomo co, pójdzie nie tak i nie wyjdzie. Tak samo jest przy dziecku. Nawet jeśli chcę dobrze, to nie przewidzę, kiedy zabawa będzie tak ekscytująca, że nie będzie mowy o spaniu albo jedzeniu. Mówi się trudno. Macierzyństwo to taki czas, w którym raz zdobywasz kolejne góry na drodze rozwoju swoje dziecka, a w niektórych momentach masz ochotę wyjechać na Bahamy bez swojej rodziny i wrócić za 20 lat. Grunt to nie obwiniać siebie za to, że tym jednym razem coś nie wyszło i że jest się złą matką. Gdyby tak było, to żadna z nas nie powinna mieć dzieci, bo ile razy nie założyłyśmy dziecku czapeczki? 


Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Kochana, wiem o czym piszesz, bo te frustracje były również w mojej głowie. Tylko że ja chciałam się wystrzelić na księżyc;))) Chciałam być perfekcyjna, najlepsza w tym wszystkim a wychodziło...średnio. Odpuściłam, stonowałam i... jest dobrze. Nie perfekcyjnie, ale...dobrze. I niech tak będzie również u Ciebie:D
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na co dzień raczej luzuję, nie przejmuję się bałaganem czy wrzaskami, bo tak po prostu jest z dziećmi. Ale gdy wiem, że po części mogłam czemuś zapobiec, to nie mogę sobie darować :/ Pozdrawiam również! :)

      Usuń
  2. Jeśli twoje otoczenie wymaga od ciebie bycia perfekcyjna to raczej z nim jest coś nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety sama taka chciałam być. Perfekcyjna mama.

      Usuń
  3. Nie jesteś złą matką, każda matka popełnia swoje małe grzeszki i błędy, każda z nas jest tylko człowiekiem. Dystans, dystans, dystans, spokój i poczucie humoru jest skuteczna bronią z presją bycia idealną matką, bez względu na to, czy presję narzucamy sobie same, czy społeczeństwo :) Powodzenia! :) Fajnie tu u Ciebie, będę wpadać co jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama niestety chciałam byc syper-hiper-fajna-idealna mama. Teraz juz lepiej, bo rozumiem, ze dziecko tez ma swoje humorki, czasem jest szybciej zmęczone i jak nam się zdarza zasnąć z laptopem, tak dziecku przy jedzeniu. Tak bywa, życie :) ogólnie właśnie jestem bardzo zdystansowanym człowiekiem, ale w pewnych aspektach - wiadomo - człowiek chce być nie tylko dobry, a najlepszy :) Szalenie się cieszę, że spodobało Ci się u mnie! :D zapraszam jak najczesciej :)

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.