MINIMALIZM - ROBISZ TO ŹLE

sobota, 9 grudnia 2017

minimalism, minimalizm, minimum, styl życia


Minimalizm nie pojawił się w moim życiu nagle. Nie było szalonego zwrotu o 180 stopni i nie padły słowa "od dzisiaj wyrzucam wszystko, co mi zbędne, wymieniam garderobę, zmieniam wystrój wnętrza na bardziej zrównoważony i stonowany, najlepiej taki black & white". Na przestrzeni lat ludzie się zmieniają. Dorastamy i dojrzewamy, nasze gusta kształtują się, to, zaczynamy szaleć za tym, co kiedyś nam się mogło nie podobać.
Taka ludzka natura. Ja po prostu zaczęłam lubić minimum. Najlepiej nosi mi się ubrania o ograniczonej, podstawowej kolorystyce (chociaż miewam różne kolorowe odchyły!), mieszkanie to dla mnie przytulna biel i drewno. Ograniczam się z kosmetykami, im mniej tym lepiej, bo po prostu nie zagracają łazienki. Nie posiadam wielu rzeczy, które mogłabym uznać za zbędne. Otacza mnie to, co potrzebne. Kubki i garnki w kuchni, podstawowe kosmetyki w łazience, ciepła pościel w sypialni, a z jedzeniem - gdybym się bardziej postarała - mogłabym być nawet "zero waste". Lubię praktyczne rozwiązania, lubię proste życie, nie chcę się potykać o bałagan, które nadmiar rzeczy mógłby stworzyć. Cały ten minimalizm to super sprawa, uwielbiam ten trend i styl życia. Gorzej jak się trochę przegnie.

Bo wiecie, rozejrzałam się pewnego razu po mieszkaniu, żeby znaleźć jakieś rekwizyty do zdjęć i... doszłam do wniosku, że żyję w jakiejś cholernej ascezie. Nie mogłam znaleźć nic, co bym mogła wsadzić w kadr, żeby go dodatkowo ożywić. Ciekawa książka? Brak. Może jakieś lampki? Och, chwila... nie posiadam. Taca, ładny kubek, wazon z kwiatami? A, tego też nie mam, bo przecież uznałam, że mi takie rzeczy niepotrzebne. Właściwie to kubek jak kubek, chyba mi wszystko jedno w czym piję i w jakim pomieszczeniu siedzę, dopóki z każdego miejsca w mieszkaniu nie strzelają mi po oczach zbędne, nadmiernie nagromadzone rzeczy? Okazuje się, że nie. 

Kobieto! Przecież Ty nie masz nawet tych ładnych rzeczy, które chciałabyś mieć dla zaspokojenia własnej estetyki i spełnienia marzeń, bo odmawiasz sobie ich posiadania!

I nagle mnie olśniło. To już nie minimalizm, to asceza w posiadaniu. Och, ostatnio patrzyło na mnie w Empiku piękne ilustrowane wydanie Harryego Pottera. Cudowne. Wspaniale byłoby je posiadać, bo chociaż mam już książki HP, to jak na fankę przystało, chciałabym mieć tę ilustrowaną wersję. Przecież to wspaniałe czytadło dla młodszych dzieci. Mąż zachęca do kupienia, nie ma nic przeciwko, wie, że uwielbiam Pottera. Ale ja już słysze ten głos w głowie, mówiący, że to niepotrzebne, że Harryego czytałam już 10 razy, co ja zrobię z tą kolejną wersją. Będzie tylko stać i się kurzyć. Albo perfumy. Dawno mi się skończyły. Kilka razy zamierzałam kupić nowe. Kurczę, bo kto nie chce mieć perfum i na co dzień otaczać się pięknym zapachem? Dzień od razu staje się przyjemniejszy. I tu znowu! To ci wcale nie jest potrzebne, wystarczy, że się nie zaniedbujesz, po co ci jeszcze wyjątkowy zapach! słyszę w głowie. Do dzisiaj nie kupiłam, mimo że mąż też zachęcał. W sklepach wręcz prowadził do półki z perfumami, ale ja się upierałam, ze mi to niepotrzebne. Minimalistka, pragmatyczka czy ograniczająca się wariatka? Dziwne jest, że jeszcze nie zrezygnowałam z makijażu.

Wiecie jaki miałam problem z kupieniem świeczek? Tydzień się zastanawiałam, czy na pewno mi one potrzebne. Czy aby na peeeeeewno będę je palić, przynajmniej przy okazji filmowych wieczorów z mężem. Palę, czasem nawet w dzień dla przyjemnego nastroju. 

Bo w końcu do mnie dotarło, że to, co sobie odbieram, to inny, przyjemniejszy, bardziej przytulny dom, ugłaskane poczucie estetyki, zaspokojone i tak rzadkie zachcianki. 

Osiągnęłam minimum minimalistycznego stylu życia... a nie przepraszam - osiągnęłam smutne, zimne mieszkanie i wykształciłam w sobie poczucie, że nic nie jest mi potrzebne. Za to żywcem, głęboko w podświadomości zakopałam swoje potrzeby inne niż codzienne minimum - jedzenie, schludny wygląd, podstawowe rzeczy wystarczające do przeżycia na co dzień. A to nie ma nic wspólnego z minimalizmem. No, chyba że mam zamiar zostać mnichem.

Dlatego od teraz, postanawiam sobie nie odmawiać sobie przyjemności, jaką jest otaczanie się tym, co sprawia, że żyje mi się przyjemniej. Rezygnowanie z otaczania się takimi drobnymi rzeczami, które może nie są potrzebne na co dzień, ale przecież nie zagracą nam przestrzeni i umysłu, to głupota. Jeśli coś jest dobrej jakości i jeśli nie wpadnie się w szał zakupów, to czemu sobie ciągle odmawiać? A robiłam to nagminnie, wierzcie mi. Pora zluzować. Dlatego gdy następnym razem zobaczę świąteczny kubek, który wykorzystam tylko przez kilka dni w roku, nie zawaham się go kupić ;)

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Poruszyłaś fajny temat - sama również nie lubię mieć dużo rzeczy i zagraconego mieszkania. Ale kubek, świeczkę czy lampki kupuję bez wyrzutów sumienia;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę braku tych wyrzutów :) chyba nie jestem 100% kobietą, haha!

      Usuń
  2. Ciekawe, taka skrucha minimalistki. Aż tak nie mam ale zwróciłaś mi uwagę, że dawno nie kupiłam sobie czegoś dla przyjemności. Jedyną pewną rzeczą jest zmiana, przed Tobą miłe chwile ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że ten wpis pozwolił Ci coś dostrzec :) Kupowanie dla przyjemności jest ważne. Jeśli tylko bezsensownie nie szastamy pieniędzmi na prawo i lewo, to zdrowo jest sobie czasem coś kupić ot tak dla siebie i spełnienia własnej zachcianki :)

      Usuń
  3. We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek! Tylko tak to już w życiu jest, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz polecial do spamu, co właśnie odkryłam i go odspamowałam :D

      Usuń
  4. Dopiero uczę się wybiórczego kupowania. Ale z satysfakcją obserwuję jak coraz łatwiej jest mi czegoś nie przynieść do domu! Staram się nacieszyć oczy w sklepie i z uśmiechem odstawić na półkę:)
    Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odstawiam niekoniecznie z uśmiechem, ale potem i tak zapominam, co w ogóle chciałam kupić :'D

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.