ŻEGNAJ 2017, WITAJ 2018!

sobota, 30 grudnia 2017

nowy rok, 2018, new year's eve, fireworks, fajerwerki


Niespecjalnie lubię pisać podsumowania. Zaczynam się za bardzo rozwlekać, rozczulać nad tym, co było, co mija, robi się super-hiper-sentymentalnie i zwykle wychodzi z tego jakaś ckliwa papka. Symbolicznie nie chciałabym jednak zakończyć tego roku, nie pisząc ani słowa na blogu. Przemyślałam więc, co takiego przyniósł 2017 i upewniłam się, że ten rok nie przeleciał mi leniwie przed nosem ;)

W 2017...


...urodziłam! W sporej części jest to blog o byciu mamą i rodzicem, czego główny powód jest jeden: posiadanie przeze mnie dziecka - sztuk 1, córka, miesięcy 8,5, żywiołowa rozrabiaka, maruda, przy ludziach innych niż rodzice - aniołek. Aktualnie próbuje zjeść moją stopę. Zostanie mamą zmieniło bardzo dużo zarówno na plus jak i na minus, o czym będzie odrębny wpis już w Nowym Roku.

...założyłam bloga! Prowadzę bloga! Ten punt pokrywa się z pierwszym, ponieważ to urodzenie córki było jednym z czynników motywujących mnie do uwicia własnego gniazdka w blogowej sieci. Brakowało mi hobby, kreatywnego wyżycia się, spróbowania czegoś nowego. Na początku całkiem sprawnie dodawałam posty, z miesiąca na miesiąc jednak zwalniałam - były inne obowiązki. To z pewnością nie wyszło blogowi na dobre, ale też mu nie zaszkodziło. Gdy nie pisałam, cały czas gromadziłam pomysły na posty, myślałam o tym, w jakim chcę pójść kierunku, robiłam organizacyjne plany rozwoju bloga.

...ukończyłam studia! Z tego chyba cieszę się najbardziej. Gdy myślę o napisanej i obronionej pracy magisterskiej, odebranym dyplomie, odczuwam ogromną, ogromną ulgę. Studia nie były dla mnie jakimś trudnym czasem, bywały wyzwaniem, ale dzisiaj wiem, że od studiów oczekiwałam czegoś innego. Dzisiaj też wybrałabym inną ścieżkę rozwoju. Na szczęście ten etap już za mną! Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt, że ostatni rok studiów spędziłam w dwupaku i skończyłam studia z wynikiem bardzo dobrym, to jest to naprawdę duże osiągnięcie. 

...rozwiązałam kilka śmieciowych umów! Dotychczasowa praca związana z moim wykształceniem nie była zachwycająca - słabo płatna, zlecenia były bardzo rzadko, czułam się zniechęcona i w ogóle nie widziałam w tym sensu. Podobno nie powinno się zaczynać nowego roku z długami i chociaż praca jest zawsze jakimś tam plusem, mniejszym lub większym, to postanowiłam z niej zrezygnować. Czułam się jedynie uwiązana, nigdy nie wiedziałam, na czym stoję. Będzie jakaś robota, czy nie będzie? Nie chciałam dłużej tkwić w takim stanie, a skoro nie było zleceń, to nie było sensu, by tę pracę utrzymywać.

...kupiliśmy mieszkanie! Tak, tak, kupiliśMY, bo chociaż bloga piszę sama, to mieszkanie kupiłam  z mężem. Nie chcę tego faktu pomijać tylko dlatego, że Pan Mężul nie uczestniczy czynnie w kreowaniu tego miejsca. A mieszkanie - było ciężko. Dwa podejścia, dużo oczekiwania na różne decyzje, mnóstwo stresu, niepewny grunt, gwałtowne obroty o 360 stopni, ale w końcu udało się! Mamy własne M! Nie mogę się doczekać, aż zaczniemy je urządzać.

CO W 2018?


Postanowienia noworoczne lubię z jednego powodu: pomagają mi zorientować się, czego właściwie chcę. Jak chcę, by wyglądały moje kolejne dni, miesiące. Na czym chcę się skupić, co chcę zmienić, co dodać, co od siebie odrzucić. Nie robię konkretnych planów, że od dnia X zacznę lub przestanę robić Y. Takie postanowienia nigdy mi nie wychodziły. Wolę długofalowe plany, które nie zaczynają się konkretnego dnia, a już na pewno nie 1 stycznia. Ostatnia noc grudnia nie jest dla mnie magiczną nocą, kiedy wszystko nagle ma się odmienić, a kolejny rok przyniesie niesamowite zmiany ot tak wraz z wyrwaniem kolejnej kartki z kalendarza.

Okej, ostatnie dni grudnia skłaniają do przemyśleń - trudno o ich brak, gdy z każdej strony docierają do nas sygnały, że oto jest potrzeba podjęcia nowych postanowień, zmiany siebie, bla bla bla. Nie chcę i nie lubię jednak decydować, że od teraz pracuję nad ciałem czy nie jem słodyczy albo więcej gotuję. Wiecie, to takie coś z niczego. Teraz nie ćwiczę, ale skoro przyjdzie nowy rok, to powinnam zacząć! Bo nowy rok i już! Słaba motywacja, prawda? Dlatego wolę skupić się na tym, co już jest i wymaga pracy. 

BLOG.


W 2018 stawiam na rozwój bloga. Czaję się na nowy, porządny, współpracujący w pełni z Bloggerem szablon. W przygotowaniu są kolejne wpisy. Muszę być zdecydowanie bardziej wymagająca wobec siebie i własnych potrzeb oraz zorganizowana, bo często mam świetne pomysły na posty, ale nie siadam do pisania ze względu na "obowiązek" pozmywania naczyń, ugotowania obiadu teraz zaraz, gdy dziecko śpi albo obejrzenia serialu. I tak się siebie pytam: to chcesz kobieto prowadzić tego bloga czy chcesz tylko mieć adres z pustą stroną? Zdecydowanie pierwsze. 

W nowym roku chcę poprawić regularność pisania i oczywiście rozwijać umiejętność robienia lepszych zdjęć. To, co będzie wymagało najwięcej wysiłku z mojej strony to jednak wbrew pozorom jednak nie częstsze dodawanie wpisów, ale otwarcie się i znalezienie w sobie większej odwagi do pisania. Nie bania się, co pomyślą inni, znajomi czy nie, o tym, co piszę. Nadal istnieje jakaś tam bariera, ale Internet to nie sala z zamkniętymi drzwiami, do której może wejść określona liczba osób. Jeśli się chce i jeśli się nad tym pracuje, to każdy może urządzić w sieci swoje miejsce. Także 2018 - praca nad blogiem i odwaga w blogowaniu. 

MIESZKANIE.


Aaaa, to najbardziej ekscytująca rzecz w nowym roku! Malowanie, urządzanie, przestawianie, projektowanie - czekam już z niecierpliwością, bo na dniach klucze powinny trafić w nasze ręce. Przy okazji urządzania mieszkania planuję oczywiście dużą serię wpisów. Mam oczywiście swoje widzimisię, jak wszystko urządzić, ale okazuje się, ze to nie taka prosta sprawa. Pomijając aspekty czysto techniczne, przeglądając inspiracje na Pintereście, trudno jest nie oszaleć od ilości pięknych wnętrz, kiedy każde z nich chciałoby się przenieść na własny grunt. Idealnej kanapy szukam od miesięcy, a projekt łazienki zmienił się już z 15 razy. Jedynie w kuchni nic się nie zmienia, ale to pewnie za sprawą wszędobylskiego i niesłabnącego zresztą skandynawskiego trendu białe fronty + drewniany blat, w którym jestem absolutnie zakochana! Jednakże - konkrety będą później, ale możecie oczekiwać, że będzie dużo wnętrzarskich postów!

PODRÓŻE.


Mam taki charakter, że po dłuższym czasie spędzanym w domu, mimowolnie zaczynam rzucać mężowi hasła, że pojechałabym w góry/nad morze/do Zakopanego.  No pojedźmy gdzieś wreszcie! Siedzi we mnie mały skrzat, który ciągle podpuszcza mnie, by spakować się i gdzieś pojechać. Chociażby do miasteczka oddalonego o 50km. A że 24/7 towarzyszy mi niemowlę, to nie ma bata, bym na wycieczkę udała się sama. Każdy wyjazd to inne doświadczenie, a z dzieckiem wyzwanie. Zaplanowanie wyjazdu z Panem Mężulem to jednak wyzwanie numer dwa, bo zazwyczaj kończy się tym, że nigdzie nie jedziemy. Póki ja nie powiem Jedziemy, koniec, kropka! to nie pojedziemy. Więc w nowym roku, koniec i basta, zwiedzamy inne miasta! Jeśli nigdzie nie pojadę, znajdźcie mnie i kopnijcie w tyłek za takie olewanie własnych małych marzeń o życiu na walizkach.

Sylwester szykuje się w domowym zaciszu. Będziemy chrupać popcorn, oglądać filmy, i biegać co chwilę do płaczącego bobasa. Nie wierzę w twierdzenie, że to, jak spędzi się Sylwester, obrazuje cały kolejny rok. To od nas zależy przecież, co zrobimy danego dnia, a każdy kolejny dzień, to czysta kartka do pokolorowania. Żegnaj 2017! 2018, bądź życzliwy!

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Wszystkiego dobrego w nowym roku dla Ciebie i rodzinki! 😀😌

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki, dzięki :d dla Was też Ma So :D

      Usuń
  2. Widzę, że przed Tobą rok w którym dałaś sobie wysoko poprzeczkę. Jestem pewna, że przy dobrej organizacji zrealizujesz swoje plany!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aa, bo kolejny rok taki zwykły i rozmemłany, trzeba w końcu zadziałać :D

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.