CZYM I DLA KOGO JEST MINIMALIZM? ZDROWE PODEJŚCIE I OGRANICZENIA MINIMALISTY

poniedziałek, 22 stycznia 2018

minimalizm, minimalista, jak zostać minimalistą, minimalizm zasady, dla kogo minimalizm, czym jest minimalizm, minimalist, stock photo bundle, minimalism

Minimalizm nie jest tylko i wyłącznie trendem, który warto śledzić. To styl życia, który warto chociaż częściowo zamienić na swoją codzienność. Błędne jest jednak przekonanie, że to zbiór konkretnych zasad, które natychmiast odmienią nasze życie, a jeśli do końca się do nich  nie zastosujemy, nie zasłużymy na miano pełnoprawnego minimalisty.


Zostanie minimalistą nie oznacza, że od razu masz wyrzucić wszystkie ubrania i obkupić się w capsule wardrobe


Chociaż garderoba to ważny element. Ale nie wybiegajmy na razie tak daleko. Czym jest ten styl życia? Czy minimalizm to oszczędność? Czy to życie w ascezie i zabieranie sobie i oddawanie biednym, by samemu mieć jak najmniej? A może rezygnacja z zakupu swetra na rzecz nie-bałaganu w szafie? No właśnie, nic z tych rzeczy. Oczywiście można się aż tak zapędzić (jak ja, możecie przeczytać o tym w tym poście), ale najprościej będzie, jak przedstawię Wam, jak to było u mnie.

Dlaczego wybrałam i praktykuję minimalizm?


Z natury jestem jednocześnie dość roztrzepana oraz mam hopla na punkcie układania rzeczy i dobrej organizacji. Moje ulubione kolory ubrań, to czerń,  szarości i  biel, ale na zakupach często nie mogłam powstrzymać się od kupienia czegoś kolorowego i zarazem wzorzystego, bo bardzo mi się podobało. Trudno było mi pogodzić te skrajne charaktery, a zawsze z którąś z opcji czułam się źle. Albo nie mogłam ogarnąć swojego bałaganiarstwa albo irytowało mnie, że kupilam wzorzyste, kolorowe rzeczy, które nie są w moim stylu, nie noszę ich i zalegają mi w szafie. Ale przecież tak cudownie wyglądają! Ciągle czułam, że wokół mnie panuje chaos, chociaż pozornie wszystko było na swoim miejscu.

Przeanalizowałam, skąd się biorą te wszystkie kiepskie wybory i długo podejmowane decyzje. Okupiony niezdecydowaniem wybór stroju na dzień, szukanie kluczy w mieszkaniu, zagracona przestrzeń, w której ciężko mi się skoncentrować. Doszłam do jednoznacznego wniosku: posiadam za dużo. Fakt, że ze względu na różne warunki mieszkaniowe, ciężko było znaleźć odpowiednią przestrzeń na wszystkie rzeczy. Ale było to też doskonałą wymówką, by nic nie robić z tym, że czuję się, jakbym żyła w jednym wielkim bałaganie. Postanowiłam: trzeba z tym skończyć. Trzeba się ograniczyć. Zminimalizować!

Nie musiałam jednak czytać książek o minimalizmie, szukać magicznych zasad, które zmienią moje życie. Kierowałam się zwyczajną potrzebą uporządkowania własnej przestrzeni i uproszczenia sobie codziennego funkcjonowania. Bardzo chciałam też, aby mój styl był zgodny z tym, jak faktycznie czuję, a nie z nagłymi humorami mojego widzimisię. 

Taki nagły napad miałam przed świętami, wybierając nowe okulary. Wiedziałam, czego dokładnie szukam: czarne lub brązowe oprawki, najlepiej w delikatne cętki. Wiecie, czego kupna byłam bliska? Czerwonych oprawek - w cętki, to się zgadza - z zausznikami w różnokolorowe ciapki. Na szczęście opamiętałam się, że po pierwsze nie będą mi pasować do reszty ubrań, a po drugie - chociaż bardzo mi się podobały, były takie wyraziste - to wiedziałam, że na co dzień będę czuć się w nich źle.

Zdecydowałam, że skoro ilość czy jakość niektórych rzeczy wręcz mnie przytłacza, to minimalistyczne podejście będzie dla mnie najbardziej odpowiednie. I tak, zanim w ogóle dowiedziałam się, że minimalizm jest modny, przewartościowałam swoje potrzeby. I wywaliłam to, co niepotrzebne lub zamieniłam gorszą jakość na lepszą.

Nie wiem, od kiedy jestem minimalistą. Styl żyia nie tworzy się z dnia na dzień, to dłuższy proces. Z pewnością decydujący musiał być moment, kiedy cholernie się spieszyłam i nie wiedziałam, co ubrać. Albo miałam dużo do zrobienia, a ginęłam z robotą w natłoku myśli i patrzącego na mnie zewsząd bałaganu. Chcę wam przez to przekazać, że minimalizmu w Waszym życiu nie zbudują żadne zasady. Jeśli tego nie potrzebujecie i nie będziecie chcieć faktycznej zmiany stylu życia, to żadne złote "10 działań, które pomogą ci stać się minimalistą" nie pomoże.

Wróćmy do tematu capsule wardrobe


Minimalizm nie oznaczał dla mnie jednak, że mam ograniczyć się do jednego ubioru (jak Steve Jobs) i tak codziennie nosić. Przede wszystkim całej garderoby nie zmieni się w jeden dzień. Poza pieniędzmi potrzebna jest do tego świadomość, jak lubimy się nosić. Mi udaje się wszystko wyszperać w second-handach, dbając jednocześnie o jakość, ale tak naprawdę nie ograniczyłam ilości ubrań. To, na czym się skupiłam, trzymając się minimalizmu, to kolorystyka. Za kolorami poszła z biegiem czasu również ilość, bo skoro mam już dwa białe golfy, to może niekoniecznie potrzebny mi kolejny? Na pewno poddaję ten wybór głębokiej analizie (przeplatanej wkładaniem do koszyka kolejnych ubrań, na pewno tak samo potrzebnych ;) ). W moim wydaniu szafa to zatem nie żadne capsule wardrobe, żadne tam bazowe ubrania, które łatwo można połączyć z innymi, nawet pstrokatymi. To po prostu szafa, z której wyciągnę, co chcę i zawsze będzie ok (ale tylko ok, bo ubieram się tak prosto, że zlewam się z tłumem). Zależało mi na zminimalizowaniu czasu na podjęcie decyzji w co się ubrać i cel został osiągnięty.

W niektórych aspektach jednak dobrze pamiętać o tym, by nie przesadzić. Kocham swetry prawdziwą miłością i ciężko mi nie kupować następnych. Zanim jednak dojdzie do zakupu, to dzięki minimalizmowi po prostu 10 razy się zastanowię, czy dana rzecz będzie pasować do reszty. Nie tylko jeśli chodzi o ubrania.

A co z zagraconą przestrzenią?


Wiecie, są ludzie, którym losowo rozłożone w pokoju przypadkowe przedmioty nie będą przeszkadzać. Czy będzie ich 20 czy 50 - nie będą czuli się, jakby ich umysł był zakopany pod wielką górą gratów przez którą nic się nie przedziera. Ja tak się właśnie czuję. Jakbym była ogłuszona i jakby wszystkie rzeczy krzyczały: Patrz na mnie! Użyj mnie! Kiedy nawet tego nie chcę i nie potrzebuję. Odwracają uwagę od tego, co ważne. Jest znaczna różnica między wystrojem wnętrza a rzeczami, których używam raz na tydzień, a przez pozostałe dni leżą i "zdobią" stół i półki. Skoro tak leżały i leżały, to się ich pozbyłam. Może niekoniecznie wyrzuciłam, ale zadbałam o dobrą organizację i schowanie ich.

Jednak to, czego naprawdę nie potrzebowałam, wyrzuciłam. Zbyt ciężko byłoby mi z myślą, że nadal trzymam w swoim otoczeniu coś, czego nie potrzebuję. A minimalizm to życie proste, pozbawione niepotrzebnych decyzji i gratów, które odwracają naszą uwagę.

Czy minimalista musi pozbyć się wszystkiego i ograniczać się w każdej sferze życia?


Tak naprawdę nie posiadam wielu rzeczy, ale z łatwością mogłabym wpaść w szał kupowania książek, perfum czy butów. Nie robię tego, bo częściowo jest to kwestia braku funduszy, a częściowo kwestia wyboru. Będąc minimalistą nie trzeba się jednak ograniczać i zamieniać w pieniężną sknerę czy człowieka, który przecież niczego nie potrzebuje. Nie należy popełniać tego błędu, co ja, i odmawiać sobie kupna czegoś, czego bardzo chcecie, co Wam się bardzo podoba, chociażby była to zachcianka. Mając w głowie, że chcemy by nasze funkcjonowanie na co dzień stało się prostsze, i tak będziemy uważać na to, co kupujemy (minimalizm zresztą to świetny sposób, by w końcu nauczyć się robić świadome zakupy).


To co można zrobić, aby styl życia łączył się z minimalizmem?


W internecie (najszybciej na Pintereście) znajdziemy całe mnóstwo wyzwań mających nas przybliżyć do minimalistycznego stylu życia. Odgracić nasze otoczenie, uporządkować przestrzeń, uspokoić umysł. Warto zacząć jednak od zastanowienia się, w jakich obszarach ten minimalizm przydałby nam się najbardziej. Żebyście nie skończyli tak jak ja - bojąc się kupić sobie cokolwiek, żeby się nie zagracić.

Znajdźcie po prostu swoją wersję minimalizmu.

Moja wersja to uporządkowana przestrzeń, prostota i skupienie na tym, co najważniejsze. A jaka byłaby Wasza wersja?

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Bardzo ciekawy tekst - u mnie minimalizm odnosi się przede wszystkim do zmniejszenia ilości rzeczy - stosując zasadę "zero sentymentów" nie zagracam sobie przestrzeni. I dobrze się z tym czuję:)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na sentymenty mam takie wielkie pudło :D

      Usuń
  2. Inspirujący post. Sama stawiam w życiu na minimalizm, noszę raczej stonowane kolory i przytłaczają mnie rzeczy stworzone metodą "im więcej, tym lepiej". Ze strony merytorycznej mogę powiedzieć, że podoba mi się treść tego posta. Jest napisany prostym, czytelnym językiem, i nie ma tu zbędnych zapychaczy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze post 'ma ręce i nogi' :)

      Usuń
  3. Minimalizm na zmianę, staje się modny i przemija, a później znów powraca. Niektórym wydaje się, że minimalizm oznacza, że w domu należy zrobić czystkę, zarówno w szafkach kuchennych jak i szafkach z ubraniami, pozbyć się kolorów i już jest wszystko cacy. Minimalizm jak się patrzy! ;) Cieszę się, że Ty jednak masz zdrowe podejście do tematu. Pozdrawiam, Kasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pewnego momentu tez mi się tak wydawało, ale w tym jednak bardziej chodzi o harmonię, aniżeli o życie ze 100 rzeczami na krzyż :)

      Usuń
  4. Ja systematycznie odgracam swoją przestrzeń - lubię, gdy pomieszczenia są przejrzyste i poukładane :)
    Minimalistką z kolei nie jestem: zdarza mi się wpadać w szał zakupów książek czy lakierów do paznokci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też regularnie odgracam :D zakupy robię głównie w SH i to tam mogę wpaść w szał wydawania pieniędzy, ale od kiedy mam większą wiedzę na temat materiałów, tym trudniej robić mi zakupy :/

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.