moje słowo roku: odwaga - o jej braku, chęci zmiany i obawach

poniedziałek, 8 stycznia 2018

słowo roku, one little word, rok 2018, postanowienia noworoczne, lifestyle


Wiecie, że gdy byłam małą dziewczynką, chciałam zostać stewardessą? Do dzisiaj uwielbiam dźwięk silnika samolotu i ekscytuję się każdym małym samolocikiem na niebie, zastanawiając się, dokąd leci. W mediach społecznościowych śledzę profile stewardess i pilotów, wzdychając na myśl o ich fascynującej i z pewnością pełnej wrażeń pracy. Ten plan porzuciłam ze strachu przed zginięciem w prawdopodobnym ataku terrorystycznym. Z perspektywy czasu uważam to za głupotę, bo zginąć mogę każdego dnia, przechodząc przez głupie przejście dla pieszych.

Podczas studiów wielokrotnie rozważałam zapisanie się do jakiejś studenckiej organizacji. Chciałam poznać nowych ludzi, zdobyć nowe umiejętności, zebrać ciekawe doświadczenia. W czasach szkolnych zresztą zawsze gdzieś się udzielałam - samorząd, chór, redakcja szkolnej gazetki. Ale stchórzyłam. Nie zrobiłam nic. Nawet nie zainteresowałam się tym, co dane organizacje mają do zaoferowania. Bałam się, że jako nowa będą na mnie krzywo patrzeć. Słyszałam też, że studenckie organizacje są dość hermetyczne (czy to prawda?) i się tam nie odnajdę. Teraz czasem pluję sobie w brodę, bo przecież nie zaszkodziłoby spróbować. Zawsze mogłabym zrezygnować. Na pewno więcej straciłam, niż zyskałam. To tak jakbyś na wakacjach w Afryce nie zdecydował się na safari ze względu na prawdopodobieństwo bycia zjedzonym przez lwa. Raczej nikłe szanse. Chyba lepiej zaryzykować, wybrać się na to safari i mieć szansę zobaczenia dziesiątek zwierząt w swoim naturalnym środowisku, niż się ograniczać ze względu na strach. Ale przecież to takie ludzkie. Łatwiej stchórzyć, siedzieć i czekać, niż znaleźć w sobie odrobinę odwagi i niech się dzieje wola nieba.

Boimy się, bo nie wiemy, co jest za progiem tych cholernych drzwi, które chcemy otworzyć. Które delikatnie uchylamy, ale nie wyglądamy dalej, żeby przypadkiem nie dostać w nos. Nie jestem ryzykantką. Najodważniejsza rzecz, jaką w życiu zrobiłam, to - tak myśląc szybko i sarkastycznie - chyba wyjście z domu bez makijażu. Może do głowy nie przychodzi mi nic rzeczywiście ważnego i wielkiego, bo... nic takiego nigdy nie miało miejsca? Dlatego w tym roku postanowiłam wybrać sobie jedno słowo, które będzie moim drogowskazem i motywatorem do zbierania nowych doświadczeń.

MOIM SŁOWEM KLUCZEM NA TEN ROK JEST ODWAGA


Mam taki ulubiony cytat:

Spokojne morze nie czyni dobrego żeglarza. 
Znacie kogoś, kto coś osiągnął tkwiąc w jednym spokojnym, bezpiecznym punkcie? Ja też nie. Natomiast bardzo często łapię się na tym, że z braku odwagi wolę czekać na cud, jakąś okazję, jakby miała przyjść sama z siebie. Ze strachu spoczywam na laurach i niby leżącego się nie kopie, ale takiemu tchórzowi jak ja nieraz przydałby się porządny kopniak. Często stronię od tego co nieznane, właśnie tylko dlatego, że nie wiem, co przyniesie mój następny krok. Co jest gdzieś tam za rogiem. Sama siebie ograniczam. Zero zmian, zero działań, strach przed porażką. Tylko ile można? Przecież jest tyle fascynujących rzeczy do zrobienia i doświadczenia.

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. - Mark Twain
Myślę, że już samo założenie bloga, strony na Facebooku i zaproszenie znajomych do polubienia - wyjście z tym do ludzi - było pierwszym krokiem do znalezienia w sobie tej odwagi i budowanie jej. Mogłam zachować to tylko dla siebie albo powiedzieć tylko mężowi. Tylko co to za frajda? Jak już coś mam robić, to idę na całość. Miałam chwile zwątpienia, czy warto cokolwiek w ogóle pisać ze względu na obawy, że to, co zaprezentuję, zostanie zmieszane z błotem. Że ktoś mi wytknie moje błędy, zwróci uwagę, że czegoś nie umiem i w ogóle to blog jest beznadziejny. Jednak zdecydowanie bardziej wolę w ogóle coś zacząć, obnażyć swoje słabości i nad nimi pracować, robiąc to, co daje mi radość, niż przez swoje obawy nie robić nic i tkwić nadal w jednym miejscu. A ja chciałam zmian. Jednak zmian nie ma bez rozwoju, a rozwoju bez odwagi. W końcu gdyby niektórzy nie odważyli się dzielić się ze światem swoimi pomysłami, pewnie nie istniałoby coś takiego jak Facebook.

ODWAGA DO PISANIA TAK, JAK CHCĘ I CZUJĘ


W szkole nie znosiłam pisać wypracowań. Te klucze, schematy, konieczność użycia konkretnych słów, napisania konkretnych przemyśleń - kompletnie nie umiałam się w to wpasować i tego nauczyć. Bywało tak, że nie umiałam zapisać strony papieru bez zastanawiania się nad doborem idealnych słów. Brak możliwości wyrażenia swojej własnej opinii blokował mnie. Moje wypracowania nie były najlepsze, oceny mierne, niechęć do wyrażania swojego zdania rosła. Na szczęście blog to nie miejsce, gdzie muszę dopasowywać się do jakichś ram wyznaczonych przez wszechwiedzącą komisję. Nikt tu nie ocenia poprawności mojej wypowiedzi, nie obrazi się za zaczęcie zdania od bo lub żeby i nie powie mi, że moje własne zdanie jest złe, bo nie wpisuje się w schemat.

Za każdym razem, gdy piszę posta, czuję nad sobą ten szkolny bat poprawności i wciskanie w ramki i boję się napisać coś tak... od serca. Po swojemu. Bez zważania na reguły i wymagania. Nie chcę, by moje posty brzmiały jak wypracowania tylko jak rozmowa i wymiana poglądów z kimś, z kim lubicie spędzać czas. A bez odwagi do pisania tak, jak czuję, mi się to nie uda. Dlatego warto się otworzyć i po prostu pisać, zamiast ważyć każde słowo, bojąc się reakcji innych. W końcu nie piszę tutaj do znawców poezji, a do zwykłych ludzi, takich jak ja.

TYLKO HEJ, GDZIE SĄ CI LUDZIE?


Nie pamiętam, kiedy spontanicznie poznałam kogoś nowego albo porozmawiałam z kimś obcym na zwykły, codzienny temat. Chociażby kilka dni temu na zakupach pewien pan szukał dobrej jakości jogurtu naturalnego. Prosił ekspedientki o pomoc, wypytywał, one nie umiały mu pomóc. Miałam ochotę do niego zagadać i podzielić się wiedzą o jogurtach, ale stchórzyłam. Innym razem w aptece natknęłam się na rozmowę cudzoziemca z farmaceutą, gdzie farmaceuta co drugie słowo cierpliwie wyszukiwał w słowniku. Chciałam im pomóc, ale nie odważyłam się, bo uznałam, że zapewne stwierdzą, że się wtrącam.

Tu, gdzie teraz mieszkam, mam też sąsiadkę, która zawsze mnie zagaduje, gdy się widzimy. Też ma dziecko, nawet w podobnym wieku. Z pewnością znalazłoby się więcej tematów do rozmów, ale ja jakoś zawsze unikam czegoś więcej niż pogawędka o pogodzie i o etapie rozwoju mojego niemowlaka. Z jednej strony jestem dość skryta i potrzebuję dużo czasu, by z kimś nawiązać dobry kontakt, a z drugiej - fajnie byłoby pobyć w jakimś nowym towarzystwie. Tylko do tego trzeba odwagi, prawda? W końcu nie chcę do końca życia spędzać czas tylko z moim dzieckiem na zabawach w Akuku! 

PRÓBOWANIE NOWYCH RZECZY


Jestem prawdziwym leszczem jeśli chodzi o zbieranie doświadczeń. I nie mam tu na myśli tylko pracy na etacie, ale też zajęcia związane ze swoim hobby i zainteresowaniami. Nawet jesli coś odbywa się w mojej okolicy, to często nie pójdę na takie wydarzenie, bo... boję się ludzi, którzy tam będą. Nikogo tam nie znam - świetny argument, w ten sposób na pewno daleko zajdę, kogoś poznam i nauczę się nowych rzeczy. Mając dziecko jeszcze bardziej obawiam się wyskoczyć gdzieś dalej od domu, bo a to będzie głodne i jak ja je nakarmię, a to będzie marudzić, a to będzie pora drzemki i nie będzie umiało się wyciszyć. Rezygnuję z chęci zobaczenia i spróbowania czegoś nowego przez innych ludzi. Okej, dziecko to jakiś powód, nie chcielibyście mieć do czynienia z marudnym, niezadowolonym niemowlakiem.

Są jednak takie rzeczy, w których dziecko wcale nie przeszkadza, ba, możesz coś robić razem z dzieckiem. Wiem, że moje wymówki często po prostu są podyktowane zwykłym trzęsieniem portkami przed nieznanym i przed opinią innych ludzi. I jestem przekonana, ze przez to może mi sporo umknąć.

Na pewno nie uda mi się od razu zmienić mojego nawyku trzymania się z boku. Dobrze mi tak, ale z drugiej strony coś w środku mi mówi, że taka odmiana - więcej odwagi - jest mi potrzebna. Nie chodzi tu też o zmienianie własnego charakteru, naginanie jakichś swoich zasad. Po prostu fajnie byłoby robić więcej, poznawać nowych ludzi, wymieniać przemyślenia i doświadczenia z innymi. Akurat mi potrzeba do tego odwagi.

Dajcie znać, czy też z powodu braku odwagi omijacie fajne okazje szerokim łukiem i zaszywacie się w domu. A może wybraliście własne motywacyjne słowo lub jakiś cytat na ten nowy rok? 

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Co tu dużo mówić, też kiedyś taka byłam. Ale potem, krok po kroku wychodziłam ze swojej strefy komfortu. Teraz jestem otwartą, uśmiechniętą osobą z którą można porozmawiać o wszystkim - nie przeszkadza mi, że na jakieś zajęcia pójdę i nie znam nikogo...przecież poznam!;)
    Życzę Ci abyś również otworzyła się na Świat... tyle fajnych rzeczy przechodzi Ci koło nosa!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, Agnieszko :) ciekawe na ile mi się uda wykroczyć poza swoją strefę :D

      Usuń
  2. A ja chyba wciąż mam w sobie takiego tchórza, choć walczę z nim od dawna. Odwaga to dobre słowo na ten rok. Sama również pragnę postawić na nowości, wychodzenie ze strefy komfortu i próbowanie świata na nowo. Chcę przestać być mistrzynią wymówek, a zacząć odnajdywać w sobie królową działania :) Dlatego już dziś ustalam sobie co zrobię w tym roku. Chcę przestać się bać kontaktów z nieznanymi ludźmi i więcej się nimi otaczać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia we wszystkich planach, Martyno! :)

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.