PERFEKCYJNY MOMENT NA ZROBIENIE CZEGOŚ NIE ISTNIEJE

środa, 24 stycznia 2018

minimalizm, perfecyjny moment, idealna chwila, idealny czas, perfekcyjne wyczucie czasu, białe biurko, styl skandynawski

Do założenia i prowadzenia bloga przymierzałam się kilka razy. Czasem miałam już nawet gotową nazwę (inną niż obecna), wprowadzałam wszystkie dane potrzebne do stworzenia swojej strony, a potem... stwierdzałam, że to bez sensu i zamykałam przeglądarkę. Innym razem byłam bliska wystartowania z blogiem, tak już naprawdę, naprawdę bliska! - jedno kliknięcie - ale uznawałam, że pewnie i tak nie będę mieć czasu. Jak już wszystko inne załatwię, zrobię, dokończę - wtedy na spokojnie zacznę z pisaniem. Nigdy do tego nie dochodziło. Jeszcze inna sytuacja: blog założony, wycackany, wymuskany, wszystko pięknie, ale nie piszę. Nieodpowiedni moment. Brak weny. I tak pewnie nikt nie przeczyta. Coś innego mam na głowie. Zawsze, zawsze coś. I szukanie tego idealnego momentu. Idealnego na rozpoczęcie, zadziałanie, napisanie pierwszego posta, pochwalenie się stroną, rozwijanie nowej pasji. No ileż można! Bo wiecie chyba, że coś takiego jak perfekcyjny moment na zrobienie czegoś nie istnieje?

W jakimś stopniu jestem perfekcjonistką. Jeśli już coś robię to na 100% i nie lubię półśrodków, rozmemłania po drodze do celu. Podobnie mam z podejmowaniem pewnych działań w życiu. Ot, na przykład, nauczenie się fotografii. Żadna filozofia - biorę aparat i robię zdjęcia. Ale wierzcie mi, zawsze znajdę jakiś argument, żeby tego nie robić, bo coś nie jest tak jak sobie wymyśliłam. Światło nie takie, miejsce nie takie, na dworze zimno, pada, a w ogóle to już mi się nie chce, bo nie mam idealnych warunków. Idealnych warunków! Gdy to przeczyta jakiś fotograf, to mnie wyśmieje. Tak już przez długie miesiące spycham na dalszy plan moje ambicje (chyba słabe, skoro nie biorę się do roboty), aby rozwinąć fotograficzne umiejętności. I tak mogą minąć kolejne miesiące, lata. A ja nigdy nie nauczę się robić dobrych zdjęć, bo czekam na perfekcyjny moment. Tak jakby ten moment miał sprawić, że wszystko wyjdzie idealnie. Samo z siebie.

Sęk w tym, że tak naprawdę żaden moment nie jest idealny. A na pewno nie wiemy tego, zanim faktycznie nie spróbujemy czegoś zrobić. Jeśli nie zaryzykujemy, nie odważymy się tego sprawdzić, to tak naprawdę ten perfekcyjny moment może przeminąć. Z pewnością tego nie dostrzeżemy, ale gdzieś tam, inne losowe zdarzenia sprawią, że wszystko ułoży się w perfekcyjną całość - chwilę idealną na dane działanie. Podam Wam dość skrajny, ale ciekawy przykład.

Byliśmy z mężem pewni, że przed 30-tką chcemy mieć przynajmniej jedno dziecko. Dużo słyszy się o stopniu ryzyka rodzenia dziecka w danym wieku, wystąpieniu wad rozwojowych, łatwości porodu, i tak dalej. Dużo rozmawialiśmy, czy chcemy zaczekać z tym do skończenia moich studiów - bo to byłby najlepszy moment! - czy decydujemy się na dziecko teraz - teraz miało miejsce, gdy jeszcze byłam na magisterce. Padło na tę drugą opcję i pod koniec drugiego roku studiów urodziłam córkę. Być może moment nie był najlepszy: tylko jedno z nas pracowało, ja byłam jeszcze na studiach, byliśmy w trakcie szukania mieszkania na wynajem. Musiałam jeszcze napisać pracę magisterską, zdążyć przed porodem, tak żeby potem nie mieć nic na głowie. Ale dziecko przecież dużo zmienia, prawda? Nie wiedziałam przecież, czy ciąża będzie przebiegać bez komplikacji, czy uda mi się zebrać motywację, by napisać magisterkę. Po urodzeniu córki przecież nie mogłabym też od razu podjąć pracy.
Od ukończenia moich studiów minęło 7 miesięcy. Może dopiero byśmy zaczęli starania o dziecko, a może byłabym już w ciąży. Ale w grudniu mąż przeszedł zabieg przeszczepu rogówki i obecnie bierze leki immunosupresyjne (zapobiegające odrzuceniu przeszczepu), które mają mniejszy lub większy wpływ na płodność. Nie wiadomo, jak długo będzie je przyjmował. Może miesiąc, może rok, a może kilka lat. Nie wiadomo, czy nasze plany by się sprawdziły. Właśnie teraz miał być ten perfekcyjny moment na powiększenie rodziny. Tylko zdaje się, że moglibyśmy na niego czekać jeszcze długo, długo po tym, jak to sobie wymyśliliśmy. 
Często dopiero po czasie zdajemy sobie sprawę, że coś wydarzyło się w idealnym momencie, mimo że początkowo nie mieliśmy pewności, że robimy dobrze. Na przykład zmieniamy pracę lub wyjeżdżamy z kraju z biletem w jedną stronę. Ot, machamy ręką na ewentualne niepowodzenia i bierzemy byka za rogi - co ma być, to będzie! Jeśli los pozwoli, wszystko się ułoży i przy naszym wysiłku rozwiniemy skrzydła i osiągniemy sukces. Idealna chwilą? Raczej odwaga, chęci, ciężka praca i pozytywne nastawienie - dobrze wykorzystane cechy i warunki, które sami  sobie stworzyliśmy, by po czasie móc określić dany moment perfekcyjnym na podjęcie  jakiegoś działania.

Bez wykonania żadnego ruchu nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć, że jakaś chwila była dobra na zrobienie czegoś - ona po prostu nigdy nie nadejdzie. Przeminie, a my się nie dowiemy, czy to wtedy był ten idealny czas. Być może nie będzie też już drugiej takiej możliwości. Czas będzie leciał, a my będziemy wciąż i wciąż odkładać każdy pomysł i zamiar. Na horyzoncie będą pojawiać się nowe możliwości, nasze inne - te niewykonane, bo czekające na perfekcyjny moment - plany i marzenia będą odchodzić w niepamięć. Ale z kolejnymi prawdopodobnie będziemy robić to samo - czekać na idealną chwilę. Idealny moment by zacząć naukę nowego języka, prowadzić bloga, zrobić prawo jazdy, pójść na zajęcia z jogi, wyjechać nad morze, otworzyć własny biznes. Aż się zestrzajemy i okaże się, że nie zrobiliśmy nic.

Niedawno wymieniłam się numerami telefonów z sąsiadką. Spotkałyśmy się kilka razy w trakcie spacerów i w sklepie. Też ma dzieciaka, w wieku podobnym do mojej córki. Czaiłam się jak kot na zdobycz. Na idealny moment, którym w tym przypadku miało być lepsze poznanie się po kilku (!) przypadkowych (!) spotkaniach. Takie oswojenie się z nową, obcą osobą. Ale pisałam już tutaj, że moim słowem drogowskazem na ten rok jest odwaga. Więc postanowiłam się odważyć i zaproponować wymianę numerów, bo skoro obie siedzimy z dziećmi same w domu, to całkiem fajnie byłoby się spotkać na tę przysłowiową herbatę. A i dzieci sobie razem pogaworzą. Wiem, to może bardzo błahy przykład, co trudnego jest w poznaniu kogoś nowego, wymianie numerów. Tylko dla mnie to takie... nienaturalne? Hej, nie znamy się, ale jesteśmy sąsiadkami, widzę, że też masz dziecko, wpadniesz na herbatę? Dziwacznie. Naprawdę myślałam sobie, że jeszcze kogoś na pewno poznam, bo przecież jeszcze kilka lat pomieszkam tu, gdzie teraz. To nie był dla mnie idealny moment na wyjście ze swojej strefy komfortu i zaproponowanie komuś nawiązania jakiejś relacji. Ale potem sobie pomyślałam, co jeśli tylko teraz jest okazja, by się tymi numerami wymienić? A może nikogo już nie spotkam w trakcie spaceru? Nikt inny nie będzie mieć odwagi by zagadać? Idealny moment nigdy nie nadejdzie?

I doszłam do wniosku, że to my sami tworzymy te perfekcyjne momenty. Decydujemy, kiedy one mają nastąpić, kiedy jest właśnie ta odpowiednia chwila. Nie budujmy sami wokół siebie muru bez okienek z widokiem na okazję do rozwijania się i poznawania świata, czekając na idealne momenty, by zacząć działać. One nie istnieją. Chowając się za niesprzyjającymi warunkami, niczego nie osiągniemy. Za to uzbrajając się w chęci i ciężką pracę po czasie okaże się, że zaczęliśmy idealnie. Bo zaczęliśmy. I nie potrzebowaliśmy do tego perfekcyjnego momentu.

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Piękny tekst i trafia w samo sedno. Nie ma idealnego momentu, a może inaczej - skoro my nazywamy świat nas otaczający, sami wyznaczamy sobie te najwłaściwsze, idealne momenty...
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się! Wszystko leży w naszych rękach:). A przynajmniej duża część jest zależna od nas samych... Pozdrawiam:).

      Usuń
  2. Życzę dalszych działań i sukcesów pozdrawiam☺☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę dalszych działań i sukcesów pozdrawiam☺☺

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wpis!! Oby tak dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez kiedyś czekałam na idealne momenty, przykładem może być mój blog, który szlifowałam ponad pół roku przed otwarciem, czego teraz żałuje. Czasami trzeba złapać wiatr w żagle i robić swoje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja postanowiłam nie czekać, bo i tak jest masa rzeczy, których muszę - i chcę - się przy tym nauczyć :) ale to takie ekscytujące! :d

      Usuń
  6. Nigdy nie będziesz mieć wystarczająco narzędzi, wiedzy, pieniędzy,itd. do rozpoczęcia drogi do stania się tym kim chcesz być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafnie to ujęłaś :) gdybyśmy czekali, nigdy byśmy nie docierali tam, gdzie chcemy.

      Usuń
  7. Strach przed nieznanym - chyba to nas najczęściej powstrzymuje przed podejmowaniem czasem nawet banalnych kroków. Bardzo dziękuję za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, mam nadzieję, że dał do myślenia <3

      Usuń
  8. Hej! Ile mądrości w Twoich słowach... Jakiś czas temu napisałam bardzo podobny wpis. O perfekcjonizmie. O czekaniu na to, kiedy będzie wystarczająco... dobrzy, gotowi, wolni, etc. Tak jak piszesz: "Bez wykonania żadnego ruchu nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć, że jakaś chwila była dobra na zrobienie czegoś - ona po prostu nigdy nie nadejdzie.". Tego trzeba się nauczyć. I od tej pory podejmować takie świadome decyzje jak najczęściej, wtedy też jesteśmy w stanie się uczyć o sobie więcej i więcej... Dzięki za świetny wpis. Coś czuję, że w wolnej chwili zagłębię się w Twój blog bardziej. :)

    Pięknego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneto, cieszę się, że wpis się spodobał, a jeszcze bardziej, że zachęcił do dalszych odwiedzin :) Twój komentarz to miód na moje serducho i cieszę się, że skłania do przemyśleń :)

      Ściskam ciepło! :)

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.