SLOW LIVING, CZYLI ODNAJDŹ SPOKÓJ I SZCZĘŚCIE W CODZIENNOŚCI

piątek, 26 stycznia 2018

Od kiedy moja rodzina jest trzyosobowa o wiele bardziej doceniam każdą wolną chwilę, którą mogę poświęcić na spokojne wypicie kawy i obserwowanie szybkiego życia za oknem. Takich momentów jest niewiele i muszę przyznać, że czasem muszę się nieźle natrudzić, żeby znaleźć czas na ten spokojny moment. Wcześniej oczywiście zdążając z wykonaniem wszystkich obowiązków i dodatkowych spraw - a tych jest ostatnio naprawdę dużo. Mimo że jestem w swoim żywiole, gdy dużo się dzieje, a ja muszę podejmować mnóstwo decyzji i załatwiać wiele rzeczy naraz, to mam jednak też drugą, spokojniejszą naturę. Potrzebuję czasem usiąść i odpocząć, ale raczej psychicznie niż fizycznie. Żeby nie zwariować, staram się nadawać wszystkim sprawom odpowiedni priorytet i nie spieszyć tam, gdzie to niepotrzebne, a ze zwykłej codzienności i pozornie przykrych obowiązków czynić przyjemne rytuały.

Z tego też powodu uwielbiam te wszystkie trendy dotyczące stylu życiu, które mówią Zwolnij, uporządkuj swoją przestrzeń i umysł, żyj świadomie. Slow living jest jednym z nich. 

slow life, slow living, slow home, zwolnić tempo, hygge

Przyznam Wam się, że zawsze sądziłam, że multitasking to moje drugie imię. Nie było dla mnie problemem by codziennie brać na siebie więcej i więcej obowiązków i do późnych godzin wieczornych działać na wysokich obrotach, by potem paść na łóżko i nie móc zasnąć. Taka byłam nakręcona. Czułam się, jakbym musiała jeszcze coś zrobić, jakbym bała się, że gdy pójdę spać, to coś mnie ominie albo nagle zwiększy mi się ilość rzeczy do zrobienia następnego dnia. W pewnym momencie zadałam sobie jednak pytanie Po co ten pośpiech i nawał pracy? Dzisiaj pozwalam sobie na głęboki oddech i mówię: powoli.

Zwolnienie tempa, czyli slow living (powolne życie) pozwoliło mi odnaleźć przyjemność w zwykłych codziennych rzeczach i naprawdę skupić na tym, co jest tu i teraz. Gdy wracam do domu, to mimo że czekają na mnie typowe domowe obowiązki - nie traktuję ich, jako kolejną rzecz do odhaczenia, którą pospiesznie muszę skończyć, by móc nareszcie odpocząć. Nie chciałam by domowe pielesze kojarzyły mi się z kolejną pracą, ale z odpoczynkiem, ukojeniem, spokojem, cokolwiek bym miała akurat do zrobienia. Ważne jest by utrzymywać porządek wokół siebie i być zorganizowanym, ale gdy jesteśmy wykończeni psychicznie, na nic nam się zda nasza energia. Pewnie doświadczyliście tego uczucia, gdy pół dnia pracy za Wami, macie jeszcze mnóstwo do zrobienia, , a jedyne na co macie ochotę, to leżeć i oglądać seriale, bo pomaga Wam to odciąć się od myślenia o tym co jeszcze? Dlatego w całej tej niby szarej codzienności postanowiłam zwolnić i uprościć sobie życie, akceptując pewne stany rzeczy, zmieniając swoje myślenie o nich i odnajdując w nich chwile wytchnienia i radości.

1. Przestałam traktować domowe obowiązki wieszanie prania, sprzątanie (przy okazji - uwielbiam sprzątać!) czy zmywanie naczyń jako okropną konieczność. Tego ostatniego nigdy nie lubiłam. I o ile obecnie nadal góra naczyń w zlewie mnie przeraża, to gdy w pełni skupiam się na powolnym i dokładnym wypucowaniu każdego talerza, potrafię bardzo odpłynąć myślami. Do tego stopnia, że kiedyś mój mąż wystraszył mnie, gdy w trakcie mojego zmywania chciał o coś spytać i po prostu położył mi rękę na plecach. O mało nie dostałam zawału! W trakcie mycia naczyń – niby tak żmudnego procesu – bardzo często też przychodzą mi do głowy kolejne pomysły na posty czy rozwój bloga. Z pewnością jest to związane z tym, że wtedy uspokajam się i oczyszczam umysł – czyli odpoczywam. I kto powiedział, że zwykłe codzienne czynności muszą być kolejnym przykrym obowiązkiem, który chcemy jak najszybciej mieć za sobą? Polecam spróbować i skupić się po prostu na myciu naczyń – tylko tyle. Bez pośpiechu, bez myślenia o tym, co jeszcze musimy zrobić później. Dobrze jest wykorzystać ten czas na chwilę dla siebie i zwolnienie tempa. W końcu myjemy naczynia, a to ważne, jeśli pragniemy utrzymać porządek! Teraz uwielbiam zmywać, dacie wiarę? ;)

Nie bez powodu też często, gdy zajmiemy się sprzątaniem, uchodzi z nas cała złość. Sama, gdy się wkurzę, automatycznie zaczynam sprzątać. Nie zastanawiamy się wtedy nad swoimi emocjami, ale pozwalamy myślom swobodnie płynąć albo raczej… odpływać. Czyli znów – nasz umysł się oczyszcza. Ze złych emocji również, więc uspokajamy się. Jeśli jeszcze tego nie wypróbowaliście – polecam!

slow life, slow living, slow home, zwolnić tempo, hygge

2. Gdy na świecie pojawiła się moja córka, szybko zauważyłam, że codzienne spacery z nią pozwolą mi na odcięcie się od rzeczywistości online i odejście od komputera oraz niekorzystanie z telefonu przez przynajmniej godzinę dziennie. Jeszcze rok temu, nawet kiedy cały dzień spędzałam przed komputerem, niezależnie od tego, co akurat na nim robiłam – czułam się zmęczona. Poza tym, że zjadały mój czas, to czułam się najprościej mówiąc przebodźcowana. Robiłam na raz mnóstwo rzeczy, docierało do mnie tak wiele informacji i emocji, każdego dnia chciałam zdążyć wycisnąć z siedzenia przy laptopie jak najwięcej. To męczyło mój umysł. Dzięki oderwaniu się od komputera – nawet jeśli z konieczności – wyraźnie odczułam poprawę. Poczułam, że w ten sposób odgracam swoją głowę.

Poza tym każdy dzień warto rozpocząć w rytmie slow. Po co od samego rana podrzucać naszej głowie informacje do przetwarzania? Lepiej powoli zrobić sobie herbatę, zjeść śniadanie, poobserwować poranek za oknem, przygotować swój umysł na cały dzień. Na spokojnie, bo na pośpiech pewnie jeszcze znajdzie się czas w ciągu dnia.

Gdy byłam na studiach i wstawałam rano na zajęcia, nie włączałam komputera. To był mój czas na spokojne przygotowanie się na cały dzień i specjalnie wstawałam po to dużo wcześniej. Uwielbiałam przygotowywać sobie śniadanie i wypijać herbatę bez pośpiechu, delektując się pierwszymi promieniami słońca i ciszą, kiedy inni jeszcze spali. To mój zdecydowanie ulubiony moment dnia.
slow life, slow living, slow home, zwolnić tempo, hygge

3. Przy szybkim trybie życia i natłoku obowiązków, które często sami na siebie nakładamy, zapominamy o jednej ważnej rzeczy – czasem trzeba odpuścić. Nie uda nam się prowadzić stylu życia slow living, jeśli ciągle będziemy sami siebie naciskać, że jeszcze trzeba zrobić to, i to, i to. Też nie umiałam odpuszczać. Nie mogłam pójść spokojnie spać przez nieumyte naczynia, nieopracowany materiał na zajęcia na studiach, a nawet przez to, co zaplanowałam sobie do zrobienia na następny dzień. Cały czas czułam się przeciążona i sama nie wiedziałam, w co mam włożyć ręce. Nie umiałam po prostu usiąść na kanapie i napić się herbaty bez zastanawiania się, czym się zaraz zajmę. Nie ma to nic wspólnego ze slow living. Był to raczej rytm życia zmierzający do szybkiego wykończenia się. Co zrobiłam? Nauczyłam się odpuszczać.

Gdy za którymś razem przestałam się martwić tym, ile jeszcze rzeczy nie ogarnęłam, w końcu zrozumiałam: nic się nie stanie, jeśli czegoś nie zrobię. Mam prawo do odpoczynku i potrzebuje tego moje ciało i umysł. To ciągłe zadręczanie się, że trzeba robić więcej i więcej do niczego nie prowadzi. Nie odpoczywałam, bo cały czas myślałam nad innymi sprawami, zamiast skupić się na relaksie w 200%. Zaczęłam korzystać z wolnego czasu w pełni będąc w przysłowiowym tu i teraz. W pełni delektować się pitą herbatą i relaksem pod kocem, bez notesu i przeglądania listy, co jeszcze zostało mi do zrobienia. Czas na zwolnienie tempa wykorzystywałam rzeczywiście na zwolnienie i zresetowanie, a nie na multitasking – bo przecież logiczne jest, że skoro mam wolną chwilę na kanapie, to mogę zrobić jeszcze coś. Stop! Jeśli mam dawać z siebie 100%, to muszę też w 100% odpocząć.

Slow living to jeden z tych trendów, które są mi bardzo bliskie. Razem z minimalizmem staram się, by był częścią mojego stylu życia – prostego, świadomego i pełnego celebracji codzienności. Cały czas szukam idealnego rozwiązania, które pozwoli mi znaleźć czas na dom, przyjemności, rozwój i obowiązki. Nie trzymam jednak nad sobą bata, którym biczuję się za każdym razem, gdy stwierdzę, że teraz mam ochotę trochę się zdrowo polenić.

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. W prawdziwym domu zawsze jest coś do zrobienia. Żyjemy, więc gotujemy,pierzemy,sprzątamy. Tam gdzie nie ma życia nie ma potrzeby robienia czegokolwiek,nic się nie dzieje to będzie czysto,pusto i smutno. Trzeba umieć znaleźć przyjemności w obowiązkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się takie "slow podejście":)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "slow podejście" - dobre! :D w moim przypadku to po części gwarancja braku stresu ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło to słyszeć! <3 zachęcam do stałej obserwacji i polubienia fanpage na FB :)

      Usuń
  4. Świetny post, piękne zdjęcia + mam ten sam kubek! :)
    Pozdrawiam
    krajewskamartyna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubek śliczny, chociaż niestety nie mój :D

      Usuń
  5. Ja na razie przyspieszam, nie zwalniam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre przyspieszenie, nie jest złe, jeśli wiadomo, dokąd się zmierza ;)

      Usuń
  6. Ja chyba też jestem przebodźcowana. Ale jakoś nie umiem się odciąć i nie wiem, czy rytm slow to na pewno coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, w sumie nie trzeba być slow w każdym aspekcie życia. Warto zadbać o rytm slow przy odpoczywaniu, bo ja nawet tego nie umiałam ;)

      Usuń
  7. Zdecydowanie jeszcze do tego nie doroslam :) Biegnę, ciągle gdzieś i po coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no z tą dorosłością... teraz poczułam się staro! :D

      Usuń
  8. Ta droga nie jest łatwa, ale warto! W wolniejszym rytmie i wyeliminowaniu mantry „nie mam czasu” łatwiej się żyję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobne doswiadczenia odnosnie zmywania. Ja nazywam brudna mase garow do wyszorowania - moja swiatynia dumania. Po prostu myje naczynie i zatapiam sie w swoich myslach, a skoro myje naczynia, mam wspaniala wymowke, by jak najbardziej przedluzyc ten moment. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, gdy idę sprzątać, mówię, że idę się odprężyć ;) świątynia dumania - dobre :D

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.