4 NIEMINIMALISTYCZNE TRENDY, KTÓRE ZASTOSOWAŁABYM WE WNĘTRZACH, ALE NIE MAM ODWAGI

wtorek, 30 stycznia 2018

Czasami czuję się, jakbym miała rozdwojenie jaźni. Na co dzień wybieram stonowane kolory ubrań, aż jednego dnia nie mogę oprzeć się ubraniu bluzki w motylki albo żółte kwiatki. Zazwyczaj nie jem słodyczy, ale w dni, kiedy nic nie idzie po mojej myśli, mam ochotę pożreć 10 tabliczek czekolady. Też tak macie prawda? Nie nazwałabym tego jednak kwestią niezdecydowania, a raczej przyjęła, że część mnie ma w poważaniu te wszystkie minimalizmy i zdrowe odżywianie i po prostu od czasu do czasu próbuje wydostać się na zewnątrz. Czasami aż się tej mojej ekstrawaganckiej strony boję. Wiecie dlaczego? Bo mam wtedy nieokiełznaną ochotę spróbować czegoś, o czym normalnie bym nie pomyślała. To próbowanie dotyczy nie tylko ubioru, makijażu (jedyne, co wprowadziłam, to mocniejsze odcienie szminek), ale przekłada się też na bardziej istotne elementy mojego otoczenia. Takie, których nie da się zmyć tak łatwo, jak szminkę. Takie, które będą ze mną codziennie, 24/7. Bo w domu spędzam ogromną ilość czasu, a te szalone pomysły mojego zwariowanego, skrytego wcielenia dotyczą wnętrz właśnie.


BO KTO BY NIE CHCIAŁ, PRZYNAJMNIEJ W KAWIARNI, USIĄŚĆ W TAKIM PIĘKNYM WZORZYSTYM FOTELU?



A w domu? Jak cudownie byłoby w nim usiąść w domu! Tylko wiecie co? Niektóre rzeczy są dobre tylko przez pewien czas. I o ile bardzo mi się podobają wzory, tak podejrzewam, że nie umiałabym wytrzymać codziennego widoku tego ślicznego siedziska. Podobnie rzecz się ma z poniższym cackiem z IKEI (ale planuję kupić ten fotel w - surprise, surprise - stonowanym szarym kolorze).


Wzór liści, palmowych również, podoba mi się jednak na tyle mocno, że zastanawiam się, czy odrobinę nie zaszaleć i nie powiesić w moim przyszłym salonie zasłon z tym motywem. Tylko czy moje oczy to przeżyją... Macie czasem tak, że coś Wam się szalenie podoba, ale boicie się, że przestanie? Albo Wam zbrzydnie? Albo okaże się, że nie pasuje do reszty? Pół biedy, jeśli to są meble. Albo zasłony.

GORZEJ JEŚLI POŁOŻYCIE NA ŚCIANIE WZORZYSTĄ TAPETĘ


Bardzo lubię miejsca - kawiarnie, restauracje, hotele - gdzie ściany zdobi coś więcej niż zwykła farba. Osobiście lubię cegły lub inne geometryczne kształty na ścianach (pisałam o nich np. w tym poście o łazienkowych inspiracjach wnętrzarskich), a ostatnio wzdycham nawet do marokańskiej mozaiki. Ostatnio jednak mój minimalistyczny umysł płata mi figle i myśli o ozdobieniu jednej ze ścian w mieszkaniu fantazyjną tapetą. O, taką na przykład.


Kiedyś uważałam, że miejsce takich wzorzystych tapet jest tylko w pokoju dziecięcym. Wiecie, dinozaury, kwiatuszki, kolorowe chmurki. Ale przecież ogranicza nas tylko wyobraźnia (i dostępność usługi wykonania wzoru) i na ścianie możemy sobie wytapetować co chcemy. Może kwiaty to przeżytek, ale w bardziej nowoczesnym mieszkaniu fajnie sprawdziłoby się coś bardziej "regularnego".


Albo typowe geometryczne wzory. Moim wnętrzom z pewnością przydałoby się takie ożywienie, ale mam za mało odwagi, by coś takiego u siebie zastosować. Boję się, że zaburzy to spokój, który we wnętrzach bardzo lubię. Albo wydaje mi się, że lubię. Nie mam jakoś poczucia, by takie wzory sprawiły, że będzie bardziej przytulnie. Ale może kiedyś zaszaleję i położę na podłodze wzorzysty dywanik. Jak już szaleć, to na maksa!



Ja w ogóle mam problem z kolorem. Gdy jest go w nadmiarze, czuję się zbyt przytłoczona. Podobnie jest z wzorami. Być może dlatego, że nigdy długo nie przebywałam w takich wnętrzach, ale zawsze coś mnie w nich przyciągało. Mimo że wiem, że po jakimś czasie taka wzorzysta tapeta na przykład zaczęłaby mnie denerwować. Są jakieś kolory, których nie cierpicie i nie założylibyście takich ubrań albo nie postawilibyście nic w tym kolorze w swoim pokoju? Ja mam tak z żółtym. Wiecie, o czym ostatnio marzę? O takim żółtym fotelu. 


Siadałabym na nim za każdym razem, gdybym miała dobry humor. A potem by mi się psuł, bo od patrzenia na tę żółć miałabym ochotę wydrapać sobie oczy. 

Nie, żartuję ;) Kolorowe fotele to jedna z rzeczy, na widok których także pieję z zachwytu. 

Targają tak mną te wnętrzarskie emocje. Może warto byłoby przygarnąć na jakiś czas kolorowy mebel i zobaczyć, jak się czuję w takim otoczeniu. Lubię minimalizm, ale czy to oznacza rezygnację z koloru? Czy warto być zachowawczym? Z jednej strony ograniczyłabym się do bieli, czerni i drewna, ale z drugiej mam ochotę na kolorowy dywan w paski, żółty fotel i wzorzyste ściany. Też tak macie?

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Hmmm... Ja to w ogóle jestem dopiero przed urządzaniem swoich wnętrz. Dopiero za rok lub dwa będzie mi dane to robić. Stawiam przede wszystkim na minimalizm i wygodę. Ale żeby nie było zbyt melancholijnie, na pewno warto skorzystać z leczniczej mocy kolorów. Taka "barwoterapia" na pewno wypada spoko! Może więc warto?
    www.vaibewitched.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, zapomniałam o tym, że kolory mogą działać terapeutycznie... Może z myślą o tym jednak wprowadzę do mieszkania nieco koloru. Dzięki za tę myśl! :)

      Usuń
  2. Kocham urządzać wnętrza... Ale tylko w wyobraźni. Sama, jak to ujęłaś trafnie, pieję z zachwytu do różnych rozwiązań, jednak brak mi odwagi na ich wdrożenie. Ale wzory geometryczne czemu nie ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    www.wydru.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można dać nie kolorowe wzory :) teraz jest na topie glazura w kształcie sześcianów, super to wygląda, nawet jeśli jest tylko biała :)

      Usuń
  3. Super post a ta tapeta w kwiaty jest piękna :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja powiem...kiedy jak nie teraz? /w IKEI można kupić i oddać do 30 dni...także tego...;)))
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafisz mi Agnieszko dać do myślenia :) ciekawe, czy mnie mąż z tym fotelem nie wyrzuci :D

      Usuń
  5. Fotele genialne. Ikea genialna :) ja jestem na etapie urządzania swojego scandi miejsca. Post w punkt :) Pozdrawiam Kasia z bokmal.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham IKEĘ :D powodzenia i cierpliwości w urządzaniu :)

      Usuń
  6. Generalnie bardzo wyraziste i mocne wzory na meblach czy tapetach szybko się nudzą. Wiem, co pisze bo jako dziecko zażyczyłam sobie tapety w...różowe misie. Psychodelia jak się patrzy. Gorzej, że musiałam z nimi mieszkać do 13 r.ż. Ogólnie znajomych ze szkoły nie często zapraszałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, chyba lepsze zrównoważone wnetrze, w którym można grać dodatkami :)

      Usuń
  7. Zdjęcia i propozycje które pokazałaś są zachwycające. Jednak ja również mam wątpliwości czy na dłuższą metę dobrze znosiłabym mocne wzory we wnętrzu. Przed ten brak odwagi wszystko maluje na biało i szaro. A może to błąd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd może nie, bo jeśli czujesz się w takim wnętrzu dobrze... :)

      Usuń
  8. Takie wzorzyste elementy są piękne, ale tylko na chwilę. To samo z tapetami i kolorami. Pamiętam, jak moja siostra pomalowała pokój swoimi ulubionymi kolorami - żółte i niebieskie ściany szybko zaczęły ja drażnić 😉 na szczęście to tylko ściany i zawsze można je przemalować 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś zrobiłam to samo, u mnie był fiolet i zielony :D według kolorów na farbach: jagodowy i amazońska dżungla :D

      Usuń
  9. Mam to samo! Ostatnio kupowałam fotel... i kusił mnie pewien w kolorowe kwiaty... Ale od razu odezwało się moje ostrzegawcze "a z czym to zestawisz? Taki wzór wymaga!" i cóż.. wzięłam szary :D kręcą mnie kolorowe boho wnętrza a mimo to... szybko wróciłam do stonowanych kolorów bo zbyt mnie męczyły w praktyce.

    OdpowiedzUsuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.