Jak maksymalnie i produktywnie wykorzystać czas, wcale go nie mając

poniedziałek, 5 lutego 2018

jak maksymalnie wykorzystać czas, laptop, stock photo

Mogłabym ten post otagować jako motywacja, ale nie przepadam za wszelkimi gadkami motywacyjnymi. Wierzę, że prawdziwa motywacja jest wewnątrz nas samych i zależna jest w wielkim stopniu od naszych chęci. Nawet 100 motywujących cytatów nie przekona nas do działania, jeśli rzeczywiście nie weźmiemy sobie tych słów do serca. Dzisiaj  chcę Wam pokazać, że jeśli naprawdę zechcemy coś robić, nie będziemy szukać wymówek, tylko zorganizujemy odpowiednio swój czas - znajdziemy chwilę na wszystko, czym chcemy się zająć. Początkowo nie sądziłam, że się uda, ale jak to się mówi chcieć, to móc. Ach - i jeszcze jedno - to nie jest post poradnikowy. Nie chciałabym tutaj stosować żadnego eksperckiego tonu i mówić Wam, że musicie zrobić to i tamto. Chcę by przykład mojej organizacji był dla Was inspiracją, że naprawdę, naprawdę wszystko się da, niezależnie od tego, kim jesteśmy i co chcemy robić :) Zatem do rzeczy!

W nowym roku postanowiłam sobie, że będę regularnie prowadzić bloga oraz, ze względów zdrowotnych, wrócę do ćwiczeń. Na obie te rzeczy potrzeba czasu, bo w 10 minut ani nic długiego i wartościowego nie napiszę, a tyle minut ćwiczeń może i wyrobi we mnie nawyk, ale nie da takich efektów, jakich oczekuję. Zapewne znacie to uczucie, kiedy chcecie coś robić, ale porzucacie to, bo nie ma sensu zaczynać ze względu na brak czasu? Też miałam długo taką wymówkę, ale za to zawsze potrafiłam znaleźć te 20 czy 40 minut na obejrzenie ulubionego serialu. I to nawet po urodzeniu córki, która jest dość wymagającym dzieckiem i potrzebuje, by poświęcać jej dużo uwagi. Ale do rzeczy.

Pierwszym, co zrobiłam, było bardzo dokładne przeanalizowanie, jak wygląda mój dzień. Jak na razie przy dziecku nie mogę sobie pozwolić na spontaniczne ćwiczenia, bo akurat mam na to ochotę. Moja dobra jest podporządkowana rytmowi dnia mojego dziecka, który chcąc nie chcąc stał się moim rytmem. Przez większość czasu muszę zajmować się wszystkim sama (jak większość mam), co przekłada się oczywiście na to, że wolnych chwil jest niewiele albo są zakłócane przez nie chcące się bawić samo dziecko. Cały czas uważałam, że nie mam tego czasu by ćwiczyć. By pisać. By czytać. Okazało się jednak, że w ciągu dnia są momenty, kiedy można zająć się swoimi sprawami. Trzeba tylko to dostrzec i zacząć wykorzystywać.

jak maksymalnie wykorzystać czas, laptop, stock photo

Znalazłam jednak luki czasowe i momenty, kiedy dzień jest luźniejszy, bardziej spokojny. Są to na przykład poranki, drzemki córki, spacery, stanie w kolejce w sklepie, jazda samochodem, a nawet - zaskoczę Was - jazda windą. Rozpisałam sobie cały dzień, zastanowiłam się, jakie nieprzewidziane zdarzenia mogą wystąpić, usunęłam z planu dnia lub zmieniłam to, co mogłoby mi przeszkadzać w prowadzeniu bloga. Zorganizowałam się i dostosowałam swój dzień do swoich planów i potrzeb córki. Odnalazłam mnóstwo momentów, kiedy mogę wykonywać drobne czynności, na których mi zależy.

A potem zastanowiłam się, na co mogę każdy z nich wykorzystać i nagle okazało się, że mogę wszystko!


Tylko jak to zrobić?
Otóż zdradzę Wam tajemnicę: oprócz dowiedzenia się jak i kiedy, po prostu naprawdę zaczęłam robić wszystko to, co chciałam.

Czyli pisać wszędzie, gdzie na to pozwalają warunki. Bez wymówek. Na spacerach, w czasie drzemek, w samochodzie, w windzie (pewnie się zastanawialiście, co ja w tej windzie robię?!). Każda chwila jest dobra, by dokończyć myśl, zapisać pomysł, odpisać na komentarz. Takie krótkie chwile są dobre właśnie na takie małe zadania, którym ciężko byłoby poświęcić mi np. całą godzinę w ciągu dnia. Przynajmniej obecnie. Niektórzy takie momenty wykorzystują też na słuchanie podcastów - to zależy, na co chcemy poświęcić czas. Można? Można! Trzeba tylko chcieć. W takich momentach czytam też inne blogi, komentuję, zbieram inspiracje.

Również każdy poranek, kiedy córka chce się sama bawić albo po prostu dokucza w łóżku jeszcze dosypiającemu tacie, jest czasem, gdy mogę na spokojnie siedzieć i pisać. Nie próżnuję również, gdy karmię dziecko piersią. Ponieważ gdy tak po prostu karmię dziecię, to bardzo często robię się senna (zdarza mi się zasnąć z dzieckiem na kolanach, co jest niebezpieczne), ten czas - a jest to od kilu do nawet 40 minut - również wykorzystuję na pracę nad blogiem, pisanie oraz czytanie. Żeby nie było, że koncentruję się tylko na blogu - czytam nie tylko blogi, a od czasu do czasu książki na Kindlu.
Ekhm, spytacie pewnie, czemu nie mogę pisać przy dziecku, gdy ono się bawi? Cóż, tak się składa, i inni rodzice pewnie to wiedzą, że wszystko, co robi rodzic, jest milion razy bardziej interesujące niż jakieś tam grzechotki i klocki. U mnie każde wyciągnięcie laptopa kończy się atakiem małej laptodzilli, która wali w klawiaturę i próbuje zrzucić mój sprzęt ze stołu. Trochę już przeżył, więc oszczędźmy mu dodatkowych szalonych doznań ze strony małej pani inżynier. 
Bardzo chciałam poświęcać czas na to wszystko, ale myślałam, że będę w biegu, że będę ciągle poganiać samą siebie, martwić się, że chcę jeszcze przecież poćwiczyć, umyć naczynia, trzeba posprzątać i zrobić obiad! Uff. Spróbowałam i... nic takiego nie miało i nie ma miejsca. I nawet znajduję wśród tego czas na spontaniczną grę w Scrabble! Chcieć to móc, Moi Drodzy!

jak maksymalnie wykorzystać czas, laptop, stock photo

Najbardziej jednak obawiałam się, że nie wyjdzie mi z ćwiczeniami. Tu sprawa nie była łatwa, bo jako rodzic, nie zawsze mam siłę, by wykonywać bardziej ambitne ruchy niż ruszanie nogami na spacerze. Ponadto chciałam ćwiczyć codziennie, najlepiej przynajmniej (!) po 45 minut. Wykonalne? Na pewno. Czy wykańczające? Tu niestety odpowiedź również brzmi 'tak'. Miałam więc wybór: albo nie ćwiczę wcale albo dostosuję treningi tak, żeby po pierwsze mieć na nie jakąś energię, a po drugie - mieć tę energię również po. Znalazłam więc taki plan treningowy, który jest krótki, efektywny i nie sprawia, że nie mam ochoty na nic więcej. Od miesiąca ćwiczę z programem Kayli Itsiness (instagram, strona) - co drugi dzień, przez 30 minut. Ogólnie wszelkie plany, że będę ćwiczyć w dane dni u mnie nigdy nie wypalały, ale postanowiłam nie dopuszczać do głosu wewnętrznego lenia, a czas mam także okrojony, więc... kiedy, jak nie teraz?

A mogłam się kompletnie nie wysilać i nie zrobić nic, tylko dlatego, że się nie chce. 


Wszyscy to znamy, prawda? Warto zadać sobie jednak pytanie, gdzie chcę być jutro, za miesiąc, za rok. Na czym nam zależy bardziej, na czym mniej? Czy na leżeniu na kanapie i oglądaniu serialu? Och, no tak, wszyscy tego chcemy - w końcu należy nam się czas odpoczynku! Ale ja nie czułam się dobrze z myślą, że nawet nie spróbuję. Że mam w głowie jakieś marzenia i cele, a porzucę je tylko dlatego, że nie chce mi się poświęcić wolnej chwili na coś, w czym chcę się realizować. Co sprawia mi radość i przyjemnie mi się przy tym spędza czas.

Pewnie nie raz musieliście podejmować decyzję na przykład: czy oglądać serial czy może jednak żmudnie uczyć się obsługi jakiegoś programu graficznego? Nawet przy dobrym planie, przy doskonałej organizacji, jeśli nie zdecydujemy, co jest dla nas ważniejsze, na czym nam zależy, to bez szczerych chęci i podjęcia działania, nic nie wyjdzie. Trzeba wybrać albo A albo B.

Chociaż wybór między A i B, to nie tylko wybór między prokrastynacją a działaniem. W moim przypadku to również wybieranie między ugotowaniem obiadu a napisaniem posta. Nie martwcie się jednak - obiad codziennie jest :) Ale pisanie wymaga ode mnie więcej skupienia niż gotowanie, co mogę też robić razem z dzieckiem. Laptodzilla w pisaniu posta mi raczej nie pomoże. Kluczowe więc było również w tej całej organizacji dnia zadecydowanie, co jest ważniejsze - poświęcenie czasu sobie czy innym - i w jakich warunkach da się daną rzecz zrobić. Ważne było, bym pamiętała, że czas tylko dla mnie, dla moich pasji, zainteresowań i momentów relaksu jest tak samo istotny jak czas, który poświęcam rodzinie. Czy ktoś na tym cierpi? Nie. Czy ja jestem szczęśliwsza? Zdecydowanie.

Możecie pomruczeć pod nosem: łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Zgadza się, też tak miałam i to normalne, że mamy jakieś wątpliwości, czy nasze pomysły w ogóle uda się zrealizować przy tym niby braku czasu. Ale okazało się, że gdy pewne rzeczy odpuścimy, coś zmienimy w rozkładzie dnia, to znajdzie się chwila na realizację naszych celów. Codziennie nie trzeba oglądać filmu, odcinka serialu, sprzątać mieszkania, ćwiczyć i co tam jeszcze robimy niepotrzebnie lub za dużo, a co zabiera czas, który moglibyśmy poświęcić na te ważniejsze dla nas sprawy. Nic też nie musi się wydarzyć od razu, osiągnięcie celu to nie jest coś, co dzieje się za pstryknięciem palcami. Trzeba jednak pamiętać, że organizacja czasu, to tylko część sukcesu, ale po przeczytaniu tego postu, już wiecie, że dzięki odpowiedniemu rozplanowaniu małymi kroczkami można pracować nad tym, na czym nam zależy.

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Piękne zdjęcia. :) Sama robisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym powiedzieć, że tak, ale na obecną chwilę na blogu są w większości zdjęcia stockowe :) niedługo się przeprowadzam, więc staram się nie zbierać na razie niepotrzebnych akcesoriów do zdjęć, a i prostych rekwizytów jak kubki, tace, czy notesy mam po prostu mało lub nie nadają się do takich lifestylowych zdjęć. I to mieszkanie, gdzie teraz mieszkam też nie, niestety nic nie zdziałam z tym wnętrzem, bo jest okropne i zagracone meblami :D Mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła już wrzucać tu swoje zdjęcia :)

      Usuń
  2. Jak się człowiek uprze... Jednym słowem wykorzystujesz czas metodą , którą ja nazywam przy okazji :-)) Wielopozimowo, wielopłaszczyznowo, wielowątkowo, działasz na kilku polach jednocześnie.
    Jakoś radzić trzeba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, dobra nazwa :) tak jest, to prawda :) tu 5 minut, tam 10 i jakoś powolutku dotrzemy do celu :)

      Usuń
  3. Skąd ja to znam... nazywam to robieniem ważnych dla mnie rzeczy "w międzyczasie"... trochę trzeba się postarać, ale daję radę!;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to już nie międzyczas, a część rozkładu dnia :)

      Usuń
  4. Niby nie miał to być post motywacyjny, ale jednak dałaś mi do myślenia. Fakt, "diabeł tkwi w szczegółach" odciąć kilka minut tam, dodać tu i na wszystko znajdzie się czas. Pozdrawiam C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam go tak nazywać, bo w sumie nie ma tu dokładnie: musisz zrobić A, żeby wyszło B, a Twoje życie będzie wspaniałe ;) ma dawać do myślenia i jak widać wystarczyło :D

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.