CAPSULE WARDROBE | DLACZEGO WARTO WYPRÓBOWAĆ I DLACZEGO MÓWIĘ NIE

sobota, 3 lutego 2018

capsule wardrobe, garderoba kapsułkowa

Temat capsule wardrobe jest popularny i nadal świeży, mimo że ma już kilka dobrych lat. Pierwszy raz natknęłam się na niego w 2015 roku na blogu Kasi z Worqshop (klik), co było dla mnie isnpiracją, by bliżej przyjrzeć się zawartości swojej szafy. Wiedziałam, co tam znajdę. Górę ubrań, których nie noszę i kilka sztuk, które uwielbiam. Moim celem było pozostawienie w szafie takiej garderoby, którą będę mogła na siebie założyć w każdej chwili, nie zastanawiając się, czy będzie pasować. Robienie czystek nie było łatwe. Pogodzenie się z faktem, że niektórych ubrań nie noszę, wręcz bolało, bo były piękne, całkowicie w moim stylu - jak mi się wtedy wydawało - i swoje kosztowały. Spytacie, czy udało mi się wyczyścić szafę i przestawić na capsule wardrobe od razu? Czy w ogóle się udało? Cóż - nie. I wiem też, że nie jest to coś dla mnie.

Zatrzymajmy się jednak na chwilę przy zdarzeniu, jakim w ogóle była próba skompletowania dla siebie takiej garderoby w kapsułce. 


Jeśli jeszcze nie wiecie, capsule wardrobe to określony, dobrze i umiejętnie dopasowany zestaw ubrań w ilości X. Sami wybieramy, co się w takiej ubraniowej kapsule, czyli naszej szafie, znajdzie. W internecie można znaleźć wiele inspiracji, ale można dostrzec, że przeważa styl casualowy, jeansy, podstawowa, okrojona paleta kolorystyczna - biel, czerń, szary, niebieski, czerwony, pasy. Oczywiście, można się bardziej nagimnastykować i dobrać kolory tak, że zawsze będą się ze sobą zgrywać, ale tak czy siak - takie elementy łatwo się ze sobą łączy. Jest to swojego rodzaju baza, do której zawsze można coś dorzucić.

Kiedy zaczęłam robić czystki w swojej szafie, z której po otwarciu po prostu wypadała jedna wielka kula ubrań, dotarło do mnie jak bardzo chaotyczna jest moja szafa. Być może też znajdziecie wśród swoich ubrań takie, których nigdy nie nosiliście, a nawet nie pamiętacie, że je macie. Albo, to mnie akurat bawi, kupiliście coś i zadajecie sobie pytanie jak to ochydztwo w ogóle wylądowało w moje szafie? Być może moje odkrycia opisane poniżej dadzą Wam do myślenia. Po kilku remanentach szafy (bo nie da się tego zrobić za jednym razem - przywiązanie do ubrań, rozumiecie...), doszłam do kilku wniosków.
  1. Lubię wzory, ale nie we wszystkich kolorach tęczy. Kupowanie wzorzystych ubrań było moją zmorą. Dzisiaj wiem, że lubię kropki i pasy, ale w podstawowych barwach i będąc na zakupach ostrożnie analizuję każdy swój wybór. 
  2. Kolor też lubię. Ale jeden na zestaw i raz na jakiś czas. 
  3. Jeśli coś nam się bardzo podoba, nie oznacza, że powinniśmy to kupić. Powinniśmy wrócić do domu i zastanowić się, czy bez danej rzeczy naprawdę nasza szafa będzie gorsza.
  4. Często kupowałam rzeczy, które nie do końca do mnie pasowały, ale podobały mi się. I tu mam na myśli krój, kolor, rozmiar. Ile razy coś Wam się niesamowicie podobało i ogarniał Was smutek z powodu braku Waszego rozmiaru? Ale przecież niedociągnięcia, które sami sobie fundujemy danym zakupem da się jakoś ukryć, prawda? Też tak sądziłam. Sweter będzie robił za oversize, koszulę wsadzi się w spodnie, a z kolei lekko obcisłe biodrówki przykryje się wlaśnie za dużym swetrzyskiem. W oversizeach można wyglądać dobrze, ale trzeba to robić umiejętnie. Moim nagminnym błędem było kupowanie i noszenie (!) swetrów, które całkowicie zasłaniały moja sylwetkę. Dzisiaj staram się, żeby ludzie jednak widzieli, że mam nogi. 
  5. To chyba najważniejszy punkt: próba stworzenia capsule wardrobe pomogła mi dowiedzieć się, w jakich ubraniach czuję się najlepiej. Uświadomiła mi moje niektóre głupie wybory zakupowe, dzięki czemu teraz pozachwycam się jakimś ubraniem, ale doskonale wiem, że kupienie go, będzie bezsensownym wydatkiem. 
I za to właśnie temu kapsułkowemu doświadczeniu dziękuję. Sęk w tym, że przy capsule wardrobe zostajemy przy określonym zestawie i, jeśli nie chcemy być hipokrytami, nosimy to i tylko to, co wybraliśmy, przez cały czas. Miesiąc, rok, lata.

Myśląc capsule wardrobe, myślę już nic więcej nie możesz dołożyć do swojej szafy


Wiem, wiem - minimalizm. A ja świadomie wybieram, że tak nie chcę, bo wiem, że prędzej czy później zdecyduję się na kolejne zakupy. Opowiadałam już (tutaj), że moja wersja minimalizmu nie zawiera ograniczenia w ilości posiadanych ubrań. I nie dlatego, że potrzebuję dużo posiadać. Najzwyczajniej w świecie nie lubię się ograniczać. Lubię zmiany, ba, uwielbiam zmiany i jeśli przez dłuższy czas nic takiego się u mnie nie dzieje, najpierw zaczynam myśleć nad przemeblowaniem mieszkania, a potem zmianą fryzury (miałam już kilka pomysłów, żeby obciąć się na chłopaka; na szczęście pomysł został zduszony w zarodku). Jednym z pomysłów na wprowadzenie w swoje życie nieco nowości jest właśnie kupienie czegoś nowego. I tak zamiast ograniczać się na siłę i wmawiać sobie, że nie potrzebuję, po prostu kupuję z pełną świadomością - że wydaję pieniądze, że być może mam już coś podobnego, że może warto byłoby jednak wydać na coś innego - i obietnicą samej samej, że będę tę nową rzecz nosić.

Wiem, że capsule wardrobe nie jest rozwiązaniem dla mnie, bo prędzej czy później również w tym wybranym zestawie ubrań znajdą się takie, których nosić nie będę. Czy to by oznaczało, że nie są mi one potrzebne? A może po prostu znudziły mi się? To naturalne, że po pewnym czasie chcemy odmiany i chociaż kupujemy kolejną bialą koszulę, to nie jest ona identyczna z poprzednią. Detale, detale!

Nie wyobrażam sobie chodzić w swetrze o jednym splocie, mimo tej samej kolorystyki. Potrzebuję raz golfu po uszy, by czuć się przytulnie, innym razem swetra z głębokim dekoltem na plecach, bo taki mam dzisiaj seksowny nastrój (odkryte plecy zawsze są kuszące, czyż nie?). Nie jestem modowym nerdem, nie wiem, co w trawie piszczy, i nie to jest dla mnie tak bardzo ważne. Ale inaczej wyrażam siebie bluzka z koronką czy hiszpańskim dekoltem, a inaczej w luźnych jeansach. Raz bardziej miejsko, kolejnym razem bardziej romantycznie. Miałam poczucie, że garderoba kapsułkowa mogłaby mi ten sposób wyrażania siebie znacząco ograniczyć.

Poza tym, gdzie właściwie kończy się garderoba kapsułkowa, a gdzie zaczyna po prostu garderoba? 


Przy 10 sztukach ubrań, 30, a może 50? Czy te 30 nam wystarczy czy może za miesiąc będę potrzebować czegoś nowego. Oczywiście potrzeba jest pojęciem względnym, bo prawdopodobnie żadna z nas nie potrzebuje 20 swetrów. Jednak jak już pisałam sama nie chciałabym rezygnować z kupna swetra, jeśli bardzo podobałby mi się jego splot, grubość i inne jego cechy. Te detale - dla kogoś może głupie i bezsensowne - dla mnie zawsze mają znaczenie. Warto też zadać sobie pytanie, czy w ogóle chcemy się ograniczyć do określonej liczby ubrań. Czy chodzi nam właśnie o ograniczenie czy raczej uporządkowanie naszej szafy? U mnie okazało się, że raczej to drugie.

W capsule wardrobe wybieramy konkretny zestaw ubrań, składający się z odpowiedniej ilości gór i dołów oraz butów i ewentualnie dodatków. Głupio jednak nazywać garderobą kapsułkową coś, co zawiera 15 swetrów, 10 tshirtów, 6 par jeansów i 1 parę butów na każdą porę roku oraz torebkę. Tak wygląda moja szafa. Prawdopodobnie połowę ubrań mogłabym od tego odjąć. Jednak jak już napisałam, nie zawsze mam ochotę ubrać obcisłe jeansy albo włożyć czarny sweter. Szarość też szarości nierówna. Z drugiej strony, czy capsule wardrobe może się składać właśnie z większej ilości ubrań, na przykład 100? Jeśli wszystko pasuje do siebie i w każdej chwili możemy wyciągnąć z szafy cokolwiek i wiemy, że w całości będzie to dla nas dobre połączenie, to czy nadal jest to garderoba kapsułkowa czy może rozwinięta świadomość tego, w czym nam dobrze i co lubimy nosić? Nasz styl? 

Lubię prostotę i klasykę, ale nie lubię oszczędzać sobie splotów, faktur i lubię mieć spory wybór w tym, co dzisiaj mam ochotę założyć. Sama nie wiem - nazywać to konsumpcjonizmem czy jeszcze nie? Wiem na pewno, że capsule wardrobe pomogła mi bardziej świadomie podchodzić do zakupów, a dzięki temu marnować też mniej czasu i pieniędzy. I w tym celu na pewno próbę stworzenia takiej garderoby polecam. Musicie jednak sami podjąć decyzję, czy takie ograniczenie się Wam pasuje i czy rzeczywiście ułatwi Wam to życie. Ja chciałam, żeby moja garderoba dobrze funkcjonowała - cel osiągnięty!

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Muszę przyznać, że moja szafa to wyzwanie, z którym się mierzę od lat i opanować żywiołu nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś się na pewno uda! Zawsze lepiej późno, niż wcale ;)

      Usuń
  2. Myślę, że 90% kobiet ma problem z przeładowaną szafą w tym i ja! Mimo, że czystki robię co jakiś czas to ciągle z tyłu głowy ktoś mi jeszcze mówi "a może to założysz" 🙈 będę ciągle nad sobą pracować 😁

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja juz od lat dwa razy w roku odchudzam garderobę, nie ma co sie łudzić, ze założę cos sprzed 30 lat:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewne rzeczy nie wychodzą z mody, więc jeśli figura pozwala to zakładać można :)

      Usuń
  4. Ciekawy trend - ale dla mnie jest to dorobienie historii do zwykłej praktyczności - mamy tylko te ubrania które ze sobą dobrze wyglądają i w których chodzimy - reszta - czystka. Dla mnie to logiczne i nie wiedząc o tej capsule... sama ją stosuję;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest z wieloma trendami, masz rację :) ja osobiście uwielbiam wszystkie te nazwy, capsule wardrobe, hygge, lagom... Niby codzienności, zwykle życie, przyjemności, praktyczne podejście (lub nie, zależy od trendu), ale ile zmienia w myśleniu czy zainteresowaniu danym tematem :) również pozdrawiam ciepło <3

      Usuń
  5. Capsule wardrobe też zdecydowanie nie dla mnie, choć przydałoby mi się jakoś inaczej ogarnąć pękającą w szwach szafę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami sobie myślę, że w takich sytuacjach lepiej wyrzucić wszystko i kupić nowe rzeczy, a z rozsądkiem :D

      Usuń
  6. Jestem stylistką, miałam okazję tworzyć garderobę kapsułkową i była ona idealna dla tamtej klientki. U mnie nie sprawdziłaby się wcale. Owszem, zmniejszyłam znacznie swoją garderobę od kilku lat, ale lubię zakupy i lubię zaszaleć z jakimś niecodziennym krojem, który ciężko zestawiać ze wszystkimi pozostałymi elementami w szafie. Nie wszyscy się do tego nadają, ale u niektórych może to być idealne rozwiązanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to bardzo ciekawe, nie wiedziałam, że stylistki też się takimi usługami zajmują. U mnie taka garderoba sprawdziłaby się chyba tylko w podróży.

      Usuń
  7. Moja szafa już od dawna zawiera tylko to, w czym chodzę. Nie mam ubrań "może kiedyś to założę" czy "kiedyś na pewno do tego schudnę". Mam tylko to, w czym dobrze się czuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja jakoś dopiero od 2-3 lat i dziwię się, w jak niewielu rzeczach chodzę :O

      Usuń
  8. Moja szafa to jeden wielki bałagan. Potrzebuje na pewno odświeżenia i przebrania wszystko. Tylko nigdy nie wiem od czego zacząć. Na pewno od pozbycia się ubrań, tych o których myślę, że jeszcze kiedyś się zmieszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już zaczniesz się pozbywać, to powinno być z każdym razem coraz łatwiej :)

      Usuń
  9. Każdy musi swoją szafę dopasować do siebie i nie przejmować się jakie obwiązują zasady. Ja mam rzeczy które często noszę i które rzadziej i nawet od lat pasują, jest tego tyle ,że nie wysypują się z szafy , ale jest wystarczająco :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie chodzę w czymś przez rok albo założę to ze 3 razy, to od razu oddaję :) wiem, że nie ma sensu trzymać.

      Usuń
  10. Ja ogólnie nie cierpię chodzić na zakupy. Miałam taki okres w życiu, że kilka lat chodziłam dosłownie w 10 bluzkach i swetrach na zmianę. Nie kupowałam nic nowego i dobrze się z tym czułam. Dziś mam sporo ciuchów i niby ten wybór mam, ale chyba przyzwyczajennie zostało bo większość tylko leży i się marnuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam od czasu do czasu tę potrzebę odświeżenia szafy, dorzucenia czegoś nowego :) ale wtedy staram się też oddać innym stare rzeczy, jeśli już przestały mi się podobać.

      Usuń
    2. Czyli mamy podobnie :D

      Usuń
  11. Ja jestem zadowolona, że w końcu robię racjonalne zakupy :). Coraz mniej rzeczy zalega w mojej szafie. Nie mogę tego nazwać garderobą w kapsułce, bo nie umiałabym funkcjonować w tak skoncentrowanej bazie ubrań, ale małymi krokami idę w stronę minimalizmu zakupowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już planuję kolejne czystki na wiosnę :)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Lepiej tak, niż nie robić nic! :D

      Usuń
  13. Capsule Wardrobe wcale nie oznacza 15 rzeczy na krzyż i noszenia ciągle tego samego przez cały rok. Chodzi o samą ideę stworzenia idealnie dopasowanej szafy do Twojego stylu i potrzeb. Najlepiej jest planować szafę sezonowo i na sezon mieć np 20/30 rzeczy :D Testowałam to na półrocznym wyjeździe za granicę. Wzięłam jedną dużą walizkę i jedną małą, gdzie zmieściłam nawet nie połowę mojej szafy i okazało się, że jestem w stanie przeżyć miesiąc jedynie na tej małej walizce, resztę założyłam raz do kilku razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd też moje pytanie: 15, 30, 50 sztuk ubrań? Ale to zdaje się zależy od czyichś potrzeb :) ja bym tak nie mogła, nie jestem każdego dnia zdecydowana, co chcę ubrać. Bywa, że szykuję sobie ubranie wieczór przed, a rano się okazuje, że nie mam na nie ochoty :D u mnie niestety sezonowość nie sprawdziłaby się, bo nigdy nie wiem, czy będzie mi ciepło - nawet latem potrzebuję swetra. Zawsze musiałabym mieć taki extra sweter, extra długi rękaw, który może bym założyła, a może nie, w zależności od odczuwania przeze mnie temperatury. Mój organizm jest dziwny pod tym względem :D ale tak jak mówisz - da się przeżyć z taką ilością ubrań :)

      Usuń
  14. Ja w mojej szafie zrobiłam total porządek i właściwie mam tam tylko niezbędne rzeczy. Zmieniam jedynie jej zawartość sezonową. Na zimę chowam letnie sukienki, a na lato zimowe płaszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na zimę i na wiosnę mam z kolei ochotę zawsze totalnie odmienić garderobę :D

      Usuń
  15. Ja nie jestem minimalistką, staram się pozbywać rzeczy za małych, już nie modnych czy nie w moim guście, ale ja lubię być kolorowym ptakiem - nosić różne rzeczy,w różnych stylach. Nie lubię się szufladkować - zawsze wyglądać tak samo, miec swoje kolory, minimalizm w szafie i być taka jakby... przeciętna? Ja jestem duszą boho, kocham klimaty rocka, noszę się na kwiatowo i lubię elegancję. No i jak zrobić z tego minimalizm? Nie da się. Już nawet nie próbuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się w tym dobrze czujesz, to faktycznie bez sensu coś zmieniać na siłę :)

      Usuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.