SLOW LIFE, ZERO WASTE, MINIMALIZM... CZY PO PROSTU ZDROWY ROZSĄDEK?

poniedziałek, 19 lutego 2018

co to jest slow life, co to jest zer owaste, co to jest minimalizm, czy jestem minimalista, kim jest minimalista, jak być zero waste, jak żyć slow life, minimalistyczny styl życia, styl życia zero waste, zdrowy rozsądek w minimalizmie

Gdy podejmowałam decyzję o tworzeniu capsule wardrobe czy wprowadzeniu w swoje życie nieco minimalizmu, te nazwy nie były mi znane. Chciałam tylko coś ograniczyć w swoim życiu, zmienić, żeby podejmowanie decyzji było prostsze i szybsze. Żeby mieszkało mi się przyjemniej w estetycznej, uporządkowanej przestrzeni, bez ubrań wypadających mi z szafy. Im dłużej i więcej jednak czytam na temat tych trendów, które mnie inspirują i z których sama czerpię oraz obserwuję podejście innych, tym bardziej mam wrażenie, że czasem sama nazwa wystarczy, by coś stało się super popularne - w końcu tak rodzi się wiele trendów - a następnie obróciło nasze życie do góry nogami i wymknęło się spod kontroli. A właściwie przejęło tę kontrolę nad nami, zmuszając do zmian, które tak naprawdę nam nie odpowiadają.

Na Facebooku istnieje trochę grup łączących ludzi chcących wprowadzić w swoje życie nieco ładu i składu: jest grupa minimalistów, fanów slow life, a także zero waste. W każdej można znaleźć mnóstwo inspiracji, pomysłów i porad, jak zmieniać swoje otoczenie, by życie było prostsze, koncentrowało się na życiu właśnie, a nie posiadaniu rzeczy i zgodne z tytułowymi stylami życia (lub też filozofiami życia, jak niektórzy te trendy nazywają). Z zaciekawieniem śledzę każdy post i problemy poruszane przez członków grup i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele osób traktuje te trendy jak wyrocznię, życiowy drogowskaz i podejmuje stu, a nawet dwustuprocentowe poświęcenie się "sprawie", jednocześnie męcząc się z dokonywanymi zmianami.

Sama miałam pewien problem z minimalizmem - zabrnęłam za daleko i ciężko było mi kupić sobie cokolwiek . Podobnie grupie o minimalizmie co rusz natykam się na posty o takim odgracaniu mieszkania, które ja nazwałabym już wyjaławianiem. Bo jak nazwać proces pozbywania się wszystkiego tylko dlatego, że tak nakazuje filozofia minimalizmu. Traktuje się przedmioty jak jakieś złowrogie bakterie i wirusy, gdzie jedynym lekiem na cały ten bałagan może być całkowite wyczyszczenie organizmu zwanego domem, tak jakby transfuzja krwi zwana minimalizmem miała mu dać jakieś nowe lepsze życie. Skrajnym przypadkiem była kwestia pozbycia się kwiatków, które autorka postu bardzo lubiła, ale zgodnie z minimalistyczną teorią miała ich za dużo.

*  *  *

Ludzie próbują pozbyć się wszystkiego i rzeczywiście zminimalizować ilość posiadanych rzeczy. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Gdy chciałam wprowadzić w swoje życie minimalizm, nie czytałam żadnych książek, teorii - chciałam porządku, więc pozbyłam się tego, co mi przeszkadzało, co zaśmiecało moje 8m2 i czego nie używałam i nie potrzebowałam. Ostatnio zagłębiam się w lekturę Leo Babauty Minimalizm i uderzyło mnie, jak inna jest to filozofia niż wskazuje na to nazwa. Okazuje się, że wcale nie musimy pozbywać się wszystkiego. Ba, nie musimy pozbywać się niczego. Jeśli to, co posiadamy sprawia nam radość, nie czujemy się przytłoczeni, to może wystarczyłoby... po prostu posprzątać i uporządkować to, co już mamy?

Minimalizm niekoniecznie oznacza pozbycie się absolutnie wszystkiego. Twoje życie, jako minimalisty, będzie inne niż moje. To ty będziesz musiał odkryć, co czyni cię prawdziwie szczęśliwym. - Leo Babauta

Tymczasem stwierdzam, że niektórzy ludzie strasznie się męczą i smucą, że muszą się czegoś pozbyć, bo minimalizm. Też byłam w tym miejscu i to był błąd. Miałam uzyskać więcej czasu, wolności, przyjemności, a mniej zmartwień. Czas się nie rozciągnął, wolność nie zmieniła, a przyjemność zniknęła, bo przy każdych zakupach byłam coraz bardziej wybredna i skąpa dla własnych zachciewajek. Cały czas minimalistyczny głos w mojej głowie powtarzał mi, że tego czy tamtego nie potrzebuję. Dzisiaj wiem, że nie chodzi o to, czy się potrzebuje. Gdyby tak było, mogłabym tak naprawdę nie korzystać z laptopa, nie pisać do Was, nie kupować czytnika, kolejnego swetra, świec czy pościeli w super-hiper-duper-piękne wzorki. Ale to sprawia, że jestem szczęśliwa, radosna, czuję się dobrze w nowej pościeli, swetrze, a świece co wieczór tworzą przyjemną atmosferę. Gdybym zarabiała trochę więcej zapewne wznosiłabym się na wyżyny konsumpcjonizmy, bo MÓJ minimalizm podpowiada mi, że te kolejne świece to jednak świetna sprawa. Czy czuję się zagracona świeczkami? Nie. Czy czuję się źle, gdy mimo posiadania wielu swetrów, kupuję kolejny? Nie. Wnioskuję więc, że to jednak nie minimalizm, a utrzymywanie porządku i zdrowy rozsądek, bo jakoś mój dom nie jest pełen rzeczy, które kupiłam na fali podniecenia i mody, lecz po prostu dlatego, że są częścią mojego stylu życia. Nie wyrzucę też formy do tarty, bo robię rzadko tartę. A jeśli będę chciała zrobić tartę za 3 miesiące, to wtedy mam kupić nową formę? Niepotrzebny tu żaden minimalizm. Po prostu zdrowe podejście, ale sam trend może być pomocny i inspirujący w procesie dowiadywania się, co nam naprawdę sprawia radość i co rzeczywiście jest nam potrzebne. Czasem wydaje mi się, że ludziom po prostu brakuje pomysłu, jak uporządkować swoją przestrzeń, by mimo wielu rzeczy panował w niej ład, a minimalizm czy zero waste mają być odpowiedzią i sposobem na zapanowanie nad tym chaosem oraz kolejną inspiracją na styl życia, podłapywaną jak świeże bułeczki.

*  *  *

Wraz z tematyką minimalizmu i ograniczania lub wyrzucania ze swojego życia rozmaitych przedmiotów, pojawia się temat jakości ubrań i kosmetyków. Ograniczamy się, ale ostatecznie staje się jasne, że jeśli mamy zamiar w końcu przestać kupować tyle kosmetyków, to może teraz jeden, ale... droższy? Może można to podciągnąć pod zero waste i odchodzenie od konsumpcjonizmu, a może mniej rzeczy, ale lepszej jakości równa się lepsze życie? To co jest dobre w minimalizmie - albo po prostu zdrowym podejściu do kupowania, używania, konsumowania - to bardziej świadome wydawanie pieniędzy, zwrócenie uwagi na to, co nam potrzebne, ale z drugiej strony niejeden raz przeczytałam już o tym, jak ktoś przez wprowadzenie do swojego życia idei minimalizmu stał się wybredny, a na zakupach bardziej wkurzony. Być może by w pełni prowadzić minimalistyczny styl życia trzeba być człowiekiem o określonych cechach i upodobaniach? Jedna czytelniczka pod tym postem napisała: 
Nie lubię się szufladkować - zawsze wyglądać tak samo, mieć swoje kolory, minimalizm w szafie i być taka jakby... przeciętna? Ja jestem duszą boho, kocham klimaty rocka, noszę się kwiatowo i lubię elegancję. No i jak zrobić z tego minimalizm? Nie da się.
Oczywiście dla chcącego nic trudnego, ale jeśli czujemy się z czymś i w czymś dobrze, to chociaż minimalizm może nam bardzo dużo pokazać i uświadomić - to chyba i tak nie ma co na siłę próbować być minimalistą.

*  *  *

W grupie zero waste natknęłam się ostatnio na zdjęcie ziół posadzonych w opakowaniu po śmietanie - jako doniczka, a za podstawkę służyło opakowanie po maśle. Zero waste jest super, ale jak długo wytrzymalibyście z taką "doniczką"? Prędzej czy później pomalowalibyście ją farbą albo kupili nową, ładną, estetyczną osłonkę. No właśnie kupili - kupili i przy okazji przyczynili się do produkcji kolejnych niepotrzebnych śmieci. Czyżby? Czy zero waste lub minimalizm ma nas ograniczać i powodować, że sami świadomie rezygnujemy z zakupu czegoś, ale jednak ze zbolałą miną? Sama ostatnio zaczęłam mieć poczucie, że życie w minimalistycznym stylu mnie ogranicza i męczę się z ideą niekupowania, co i tak robię naprawdę rzadko. Ale jednak mam czasem ochotę wypróbować nowy kosmetyk, odmienić wygląd mieszkania, zmienić garderobę. Czy to czyni mnie złą konsumpcjonistką? Jeśli kupuję produkty dobrej jakości, wyprodukowane z dbałością o środowisko i pracowników, to nie widzę powodu by się ograniczać (chociaż przyznam, że w wielu przypadkach jest to bardzo trudne). Podobnie jeśli chcę mieszkać w ładnym wnętrzu czy odświeżyć szafę - żadne zero waste nie przekona mnie, by nie kupić nowej bluzki, tylko przerobić starą, a zioła uprawiać w opakowaniu po jogurcie. Mamy z kolei pytają, jak wprowadzić zero waste, by nie musieć codziennie zmieniać czy prać dziecięcych ubranek. Próbujemy wcisnąć tę ideę gdzie tylko się da, nawet jeśli coś wcale zero waste być nie musi.

Znów minimalizm sugeruje, że te rzeczy - nowe ubrania, kosmetyki, stolik, doniczka, właściwie wiele dóbr materialnych - odsuwają od nas to, co naprawdę ważne. Podobnie jest z trendem slow life - bardzo ciekawy styl życia, dający wiele dobrego, jeśli rzeczywiście dużo czasu spędzamy, konsumując telewizyjne dyrdymały, wiecznie jesteśmy zajęci, nawet sami nie wiedząc czym i zapominamy o odpoczynku czy spędzeniu czasu w sposób, który nas rozwinie lub da ulgę po męczącym dniu. Nie mam jednak poczucia, by nowy peeling, sweter czy inny zakup, którego potrzebę akurat odczułam, sprawiał, że przykuwam mniej uwagi do życia rodzinnego czy własnego rozwoju. Wręcz przeciwnie rodzina to dla mnie numero uno. Ale nie sprawił tego ani slow life ani minimalizm, a zdrowy rozsądek. Podobne podejście może mieć każdy, nawet nie minimalista, o ile zdrowo myśli i nie kolekcjonuje rzeczy, bibelotów, niepotrzebnych pierdół, które mają jedynie wyglądać, nawet jeśli do czegoś służą. Nie musimy wybierać żadnego stylu życia i w 100% i na siłę mu się poświęcać, odrzucając i ograniczając to, co naprawdę nas cieszy, bo tak nakazują jego zasady, a zapominając przy tym o zdrowym rozsądku. Wielokrotnie pod postami z problemem "mam za dużo, chcę się pozbyć, ale wszystko lubię i używam, więc nie wiem jak" czytałam komentarze, żeby po prostu... tego nie robić, co w całym slow-life-minimalistycznym szaleństwie było prawdziwym głosem rozsądku. Z każdej filozofii czy trendu można coś dla siebie zaczerpnąć bez przewracania swojego życia na siłę do góry nogami, prawda?

*  *  *

Wydaje mi się, że każdy jest i nie jest po trochu minimalistą, trochę żyje slow, a trochę nie, stara się też być zero waste, bo gdzieś tam coraz bardziej kiełkuje i wzrasta świadomość dbania o środowisku. Tak podpowiada po prostu rozsądek. Ale podpowiada mi też, że nie dla każdego jest to dobre i czasem dla własnego lepszego samopoczucia warto zrezygnować z czerpania z jakichś trendów i na siłę się do nich przystosowywać, a po prostu usiąść i zrobić ze wszystkim porządek.

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad - komentarz, podzielisz się tekstem z innymi lub polubisz fanpage strony na Facebooku. Jest to dla mnie znak, że tworzone przeze mnie treści są dla Ciebie cenne i daje mi to motywację do dalszego działania! 

Ściskam,
Klaudia

Spodobał Ci się wpis? Koniecznie powiedz mi o tym w komentarzu!

  1. Myślę, że we wszystkim najlepszy jest zdrowy rozsądek i równowaga. Na dzień dzisiejszy slow life jest mi bliskie, choć muszę przyznać, że początki nie były łatwe. Nie jest sztuką kurczowe trzymanie się danej filozofii, a mądre wybieranie tego, co dla nas najlepsze - właśnie bez wywracania życia do góry nogami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałabym jeszcze, że ważne by w tym wszystkim pozostać sobą :)

      Usuń
  2. Każdy nowy trend w zamyśle przedstawia jakąś ideę...a potem...potem ta idea żyje życiem użytkowników i robią się takie smaczki jak roślinka w opakowaniu po śmietanie. Szanuję, ale u mnie by to nie przeszło. Włącza się mój zdrowy rozsądek który aż parska ironicznie śmiechem;)))
    Tak... nie jestem dobra w te trendowe klocki;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo życie jest zbyt piękne, a oferta sklepów zbyt szeroka, by się tak ograniczać :D

      Usuń
  3. A ja lubię otaczać się przedmiotami :) Wydaje mi się, że niektórzy po prostu potrzebują ładnie i elokwentnie opisanej filozofii po to by nie być bałaganiarzami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nadal pracuje nad tym, żeby w naszym domu panował większy ład. Lubię minimalistyczne rozwiązania, ale jednocześnie mam też słabość do zakupów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się wszystko schowa do pudełek to tak jakby od razu bardziej minimalistycznie się robi, prawda? :P

      Usuń
  5. Staram się w codziennym, zyciu byc minimalistka, ale wiadomo jak to jest. Nie zawsze wychodzi tak jakby sie chciałao ;) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to właśnie o to chodzi, żeby skończyć z tą gonitwą za perfekcyjnym minimalizmem, perfekcyjnym slow lifem i tak dalej ;) nie wszystko musi być temu podporządkowane i to w 100% :)

      Usuń
  6. Uważam, że we wszystkim należy znaleźć równowagę. Lubię minimalizm, ale czasem potrzebne są pewne odstępstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taka natura człowieka, że od czasu do czasu potrzebuje odmiany ;)

    OdpowiedzUsuń

Latest Instagrams

© the busy edit | przyjemniejsza strona życia. Design by FCD.